ELVIS ON TOUR – w drodze po Złoty Glob

ELVIS ON TOUR
– w drodze po Złoty Glob –
(Część 1)

Mariusz Ogiegło

Latem 1969 roku Elvis Presley wrócił do koncertowania po siedmioletniej przerwie (nie licząc czterech krótkich występów przed publicznością zaaranżowanych rok wcześniej na potrzeby programu NBC). Wcześniej, przez niemal całą dekadę lat sześćdziesiątych, piosenkarz tkwił w Hollywood gdzie dwa – trzy razy do roku kręcił niskobudżetowe filmy.

Początkowo bajecznie kolorowe, rozśpiewane produkcje z udziałem króla rock’n’rolla ściągały do kin tłumy fanów a jemu samemu przynosiły niebagatelne dochody. Elvis pojawiał się na dużym ekranie w roli przystojnych przewodników, pilotów śmigłowców, kierowców wyścigowych a nawet cyrkowców. Z czasem jednak śpiewanie do atrakcyjnych, często skąpo przyodzianych dziewcząt, psów i krewetek zaczęło go coraz bardziej nużyć a jego marzenie o poważnej, dramatycznej roli stawało się coraz bardziej odległe.

Co gorsza, kolejne błahe komedie romantyczne, do których go angażowano nie budziły już takiego entuzjazmu wśród publiczności jak wtedy, gdy na afisze trafiały przebojowe „G.I.Blues”, „Blue Hawaii”, „Fun In Acapulco” czy „Viva Las Vegas”.

Podobnie z resztą jak rejestrowane do nich taśmowo banalne, pisane często w pośpiechu, piosenki, których jedynym zadaniem było pasować do wybranego miejsca w scenariuszu.

Szczęśliwie, po szalenie udanych sesjach nagraniowych w Nashville w 1966 i 1967 roku, w trakcie których zarejestrowano m.in materiał na wybitny longplay „How Great Thou Art”, Elvis zaczął na nowo odzyskiwać wiarę we własne możliwości i w to, że po latach artystycznego niebytu uda mu się w końcu odbudować własną karierę.

Trampoliną do sukcesu okazał się nakręcony w czerwcu 1968 roku program telewizyjny „ELVIS”, który dzięki młodzieńczemu zapałowi i wizjom producenta Steve’a Bindera a także zaangażowaniu samego Presleya stał się genialnym muzycznym spektaklem a nie tym czym miał być w początkowych założeniach menedżera Elvisa – Pułkownika Parkera, gwiazdkowym show, w którym słynny artysta miałby zaśpiewać kilkanaście kolęd, złożyć widzom świąteczne życzenia, ukłonić się a następnie zejść ze sceny.

Tymczasem, dzięki wspólnym wysiłkom Presleya, Bindera i całego sztabu osób odpowiedzialnego za powstanie programu, Elvis niczym przysłowiowy Fenix odrodził się na oczach tysięcy telewidzów śpiewając swoje dawne hity – „All Shook Up”, „Jailhouse Rock”, „Hound Dog” czy „That’s All Right” (i wiele innych) w odświeżonych, bardziej współczesnych aranżacjach. Sam show natomiast, zamiast tradycyjną kolędą „Silient Night” (czy rozważanym ponoć „I’ll Be Home On Christmas Day”) zamknął przejmującym wykonaniem „If I Can Dream”. Dramatyczną, skomponowaną specjalnie dla niego przez Earla Browna balladą, w której mógł publicznie wyrazić to co czuł po śmierci Martina Luthera Kinga i Roberta Kennedy’ego.

8 grudnia, tj. w dniu w którym NBC po raz pierwszy pokazała swój show, słupki oglądalności poszybowały do samej góry. Niedługo potem okazało się, że pierwszy od czasów „Timex Show” Franka Sinatry (wyemitowany w 1960 roku, tuż po powrocie Elvisa z wojska) program telewizyjny Presleya miał najwyższą oglądalność w całym 1968 roku!

Olbrzymim powodzeniem cieszył się również album z pochodzącą z niego ścieżką dźwiękową. W pierwszych miesiącach 1969 roku longplay z muzyką z programu uplasował się na wysokim, ósmym miejscu w rankingu HOT 200 tygodnika Billboard (w Wielkiej Brytanii dotarł do miejsca drugiego). Tak dobrych wyników Elvis nie miał od lat.

CDN.

CZĘŚĆ 1 / CZĘŚĆ 2 / CZĘŚĆ 3 / CZĘŚĆ 4 / CZĘŚĆ 5/ CZĘŚĆ 6/
CZĘŚĆ 7 / CZĘŚĆ 8 / CZĘŚĆ 9 / CZĘŚĆ 10 / CZĘŚĆ 11 / CZĘŚĆ 12 /

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *