„Elvis był bardzo przyjacielski ale trochę nieśmiały” – Terry Blackwood wspomina Elvisa

Terry Blackwood specjalnie dla bloga ELVIS: Promised Land

Elvis kochał muzykę gospel od dziecka i myślę, że nigdy od tego nie uciekł. Myślę, że kochał ją bardziej niż ktokolwiek inny”, wyznał mi podczas wywiadu Ed Hill, członek grupy wokalnej J.D.Sumner & The Stamps współpracującej przez lata z Presleyem. Pieśni sakralne, utwory o treści religijnej były ważną częścią kariery króla rock’n’rolla. Sięgał po nie przed sesjami nagraniowymi, przed koncertami a także na chwilę przed i po zejściu z estrady. Śpiewanie tych kompozycji pozwalało mu się zrelaksować, wyciszyć…

Swoją pasją do tego gatunku muzycznego Elvis dzielił się także ze swoimi wielbicielami. Albumy takie jak „His Hand In Mine”, „How Great Thou Art” czy „He Touched Me” przyniosły mu nie tylko uznanie w ich oczach ale także (dwa ostatnie) prestiżową Nagrodę Grammy (kolejne tego typu wyróżnienie Elvis otrzymał za koncertowe wykonanie pieśni „How Great Thou Art” z 1974 roku).

Już jutro, tj. 10 sierpnia br., do sprzedaży trafi album „Where No One Stands Alone”, na którym raz jeszcze fani Elvisa usłyszą go wykonującego swoją ukochaną muzykę w otoczeniu wokalistów i kwartetów, z którymi współpracował na przestrzeni wielu lat. The Stamps, The Imperials, Darlene Love, Dr Cissi Huston – to tylko niektóre wielkie nazwiska, które stanowić będą o wadze tego wydawnictwa.

Na dzień przed oficjalną premierą ja miałem wielki zaszczyt i przyjemność przeprowadzić wywiad z Terrym Blackwoodem, który wraz z członkami zespołu The Imperials zaśpiewał na wydawnictwie „Where No One Stands Alone”. Jak wspomina swój udział w tym projekcie, czas spędzony u boku Elvisa i pobyt w Polsce? Przeczytajcie. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać

Mariusz Ogiegło: Drogi Terry, rozmawiamy na dzień przed oficjalną premierą albumu „Where No One Stands  Alone”, na którym zaśpiewałeś. Proszę opowiedz, jak wyglądała praca nad tą płytą. Jakie to uczucie ponownie zaśpiewać z Elvisem (czterdzieści jeden lat po jego śmierci) w studiu nagraniowym? Myślisz, że Elvis polubiłby ten album?
Terry Blackwood: To było bardzo ekscytujące móc ponownie zaśpiewać wspólnie z członkami The Imperials i The Stamps. Nagrywaliśmy piosenki, które śpiewaliśmy przez całe życie więc miały one dla nas szczególne znaczenie.
Wiemy, że Elvis kochał muzykę gospel bardziej niż ktokolwiek inny, więc to nowe wydawnictwo byłoby dla niego na pewno bardzo miłe. Jego głos został użyty w tych nagraniach a my zaśpiewaliśmy tło wokalne w niektórych z tych kompozycji.
Mariusz Ogiegło: Wiele wspaniałych grup i wokalistów pracowało przy tym albumie. The Imperials, The Stamps, Darlene Love, Dr Cissy Huston. Wszyscy wcześniej nagrywali i pracowali z Elvisem. Czy podczas pracy nad płytą „Where No One Stands Alone” wspominaliście tamte czasy (współpracę z Presleyem)? Czy to był pierwszy raz/pierwszy projekt przy którym pracowaliście w takim składzie?
Terry Blackwood: Nasze sesje nagraniowe odbywały się tylko z udziałem The Imperials i The Stamps. Pozostali zostali dograni gdzie indziej.
The Imperials nigdy nie pracowali, przy żadnym wydawnictwie Elvisa, z nikim innym jak tylko z The Stamps.
Mariusz Ogiegło: Córka Elvisa, Lisa Marie, która zaśpiewała z nim w duecie utwór tytułowy napisała w mediach społecznościowych, że „to była muzyka (muzka gospel, przyp.autor), którą (Elvis, przyp. autor) najbardziej się pasjonował i był taki spokojny gdy śpiewał pieśni gospel”. Czy Ty zgadzasz się z tą opinią?
Terry Blackwood: Tak. Elvisa najbardziej fascynowały pieśni gospel. Przemawiały do niego równie głęboko jak do nas. Muzyka gospel dotyka duszy podczas gdy inne gatunki muzyczne dotykają jedynie zmysłów.
Myślę, że Elvis chciałby śpiewać tylko pieśni gospel ale to rock’n’roll zaprowadził go tam gdzie nie mogła go zabrać muzyka gospel. Muzyka gospel oznacza „dobrą nowinę” a Elvis uwielbiał nieść dobrą nowinę poprzez śpiewanie gospel.
Mariusz Ogiegło: Elvis uwielbiał także grupy wokalne, kwartety śpiewające muzykę gospel. Zespół The Blackwood Brothers był jednym z jego ulubionych. Czy słyszałeś o tym by przychodził na występy tej grupy?
Terry Blackwood: Tak. Każdego miesiąca w sali Ellis Auditorium odbywał się wielki koncert muzyki gospel, na który przyjeżdżało wiele popularnych zespołów wykonujących tą muzykę. Średnia frekwencja wynosiła około pięciu tysięcy osób a sala zawsze była pełna.
Elvis przyjeżdżał wielokrotnie na to wydarzenie. Wślizgiwał się bocznym wejściem pod scenę i cieszył się występami swoich ulubionych grup.
Mariusz Ogiegło: Nie bez powodu zapytałem Cię o The Blackwood Brothers. Doyle Blackwood, członek tej grupy, był bowiem Twoim ojcem. Czy to właśnie jemu zawdzięczasz wybór swojej artystycznej drogi? Czy to dzięki niemu zawodowo zająłeś się muzyką? Jakiej muzyki słuchałeś jako dziecko/nastolatek?
Terry Blackwood: Mój ojciec był oryginalnym członkiem The Blackwood Brothers Quartet a muzyka zawsze była ważną częścią mojego życia. Jednakże, zaczynałem grając na pianinie mając około siedmiu lat i nigdy nie śpiewałem dopóki mój głos się nie zmienił, tj. do około dwunastego – trzynastego roku życia. Byłem nieśmiały więc śpiewanie przed ludźmi było dla mnie trudne. Dochodziłem do tego stopniowo.
Dorastając nie słuchałem zbyt wiele muzyki poza kwartetami wykonującymi pop i gospel.
Mariusz Ogiegło: Kiedy i w jakich okolicznościach spotkałeś więc Elvisa pierwszy raz? Jakie zrobił wrażenie na Tobie?
Terry Blackwood: Poznałem Elvisa mając dwanaście lat. Przedstawił mi go mój ojciec. (Ojciec, przyp. autor) potrzebował kabrioletu aby przejechać nim w dół Main Street na paradę. Kandydował wówczas na stanowisko rządowe a kandydaci potrzebowali kabrioletów by móc z nich pomachać do ludzi. Pożyczyliśmy samochód z Graceland i tam po raz pierwszy spotkałem Elvisa.
Mariusz Ogiegło: Kwartet The Imperials został powołany do życia w roku 1964. Kiedy i w jakich okolicznościach Ty dołączyłeś do tego zespołu?
Terry Blackwood: Jake Hess, założyciel grupy był jej głównym wokalistą w roku 1964. Założył zespół i wybrał do niego wokalistów. Niestety, trzy lata później lekarz nakazał mu zawrócić z trasy. Miał niewydolność serca i obawiał się, że umrze w podróży. Zostałem poproszony by go zastąpić. Byłem wówczas po studiach i szukałem tego, co Bóg chciałby bym uczynił ze swoim życiem. Drzwi się otworzyły a ja przez nie przeszedłem.
Mariusz Ogiegło: The Imperials po raz pierwszy współpracowali z Elvisem podczas majowej sesji z 1966 roku. W jej trakcie nagrano materiał na nagrodzony Grammy longplay „How Great Thou Art”. Ty wówczas jeszcze nie brałeś udziału w nagraniach… Kiedy i w jakich okolicznościach otrzymałeś propozycję pracy dla Elvisa?
Terry Blackwood: Nie zaśpiewałem na tym LP ponieważ nie byłem członkiem grupy aż do roku 1967.
Tego samego roku (w 1967) ktoś zadzwonił i zapytał czy The Imperials nie zaśpiewają z nim podczas koncertu otwierającego w Las Vegas. Byłem tym faktem jednocześnie podekscytowany i zaniepokojony ponieważ nigdy nie byłem w Las Vegas i nie czułem się dobrze w tym świecie. Okazało się, że było całkiem dobrze.
Mariusz Ogiegło: W jednym z wywiadów wspominając próby przed koncertami nazwałeś Elvisa „pracoholikiem”. Jak wyglądały przygotowania do pierwszego występu Elvisa w Las Vegas (pierwszego po ośmioletniej przerwie). Czy próby były podobne do tych, które widzieliśmy w filmie „That’s The Way It Is”?
Terry Blackwood: Elvis był pasjonatem swojej muzyki i perfekcjonistą jednocześnie. Odbywaliśmy próby przez pełne dwa tygodnie śpiewając jego piosenki w kółko przez dziesięć godzin dziennie! Wszystko wyglądało bardzo podobnie do tego co mogłeś zobaczyć w filmie „That’s The Way It Is”. Zaczynaliśmy próby a on przychodził kilka godzin później. Przez resztę dnia tworzyliśmy muzykę aranżując dla niego piosenki. Śpiewaliśmy co najmniej trzydzieści piosenek. Wiele z nich nigdy nie zostało wykorzystanych podczas występów scenicznych ale musieliśmy sprawdzić (upewnić się) czy mu się podobają. Wszystkie piosenki, które tworzyły sztukę (show) były ćwiczone wielokrotnie.
Mariusz Ogiegło: To musiało być niezwykłe. Równie jak niezwykła musiała być pierwsza noc w Las Vegas. Jak wspominasz dzisiaj pierwszy koncert z Elvisem w International Hotel w Las Vegas?
Terry Blackwood: To była bardzo ekscytująca noc, której nigdy nie zapomnę. Na widowni było wielu sławnych ludzi, którzy chcieli celebrować powrót Elvisa do występów na żywo.
Kiedy (Elvis, przyp.autor) chodził po scenie rozbłyskało tyle żarówek, że wyglądało to jakby w teatrze (amfiteatrze) był właśnie dzień.
Mariusz Ogiegło: Elvis zawsze (od początku swojej kariery) otaczał się kwartetami i grupami gospel. The Jordanaires, The Imperials, The Stamps i wiele innych. W jaki sposób obecność grup specjalizujących się w muzyce sakralnej była odbierana przez krytyków, publiczność? Czy kiedykolwiek spotkałeś się z krytyką w związku z występami u boku Presleya (który szczególnie na początku kariery nie cieszył się zbyt dobrą reputacją)?
Terry Blackwood: The Imperials nigdy nie byli publicznie krytykowani za współpracę z Elvisem. Wyobrażam sobie, że jeśli już pojawiały się takie głosy to były to głosy zazdrości, że wybrano nas a nie innych.
Mariusz Ogiegło: Powiedz zatem, dlaczego Twoim zdaniem Elvis zawsze chciał mieć w studiu i na scenie grupy gospel? Chodziło mu tylko o dźwięk czy może o coś więcej?
Terry Blackwood: Najlepiej było mu śpiewać z zespołem gospel na scenie. Podobało mu się to brzmienie harmonii i niskiego basu.
Myślę, że jego dusza była karmiona przez śpiewanie tych piosenek a żaden inny gatunek muzyczny nie potrafi karmić duszy w taki sposób jak gospel.
Mariusz Ogiegło: W kilku książkach biograficznych spotkałem się z informacją mówiącą o tym, że po zakończeniu koncertów Elvis potrafił godzinami śpiewać utwory gospel w swoim apartamencie. Czy to prawda?
Terry Blackwood: W penthousie słuchaliśmy wielu płyt. Większość z nich stanowiły grupy wokalne śpiewające gospel, głównie czarne kwartety gospel. (Elvis, przyp.autor) uwielbiał ich słuchać. Wprost ze słuchania tych płyt przenosiliśmy się do pianina i stojąc wokół niego całymi godzinami śpiewaliśmy.
Mariusz Ogiegło: Film „That’s The Way It Is” odsłania częściowo „prywatną stronę” Elvisa ukazując go podczas prób, za kulisami a także na scenie. Opowiedz proszę jak wyglądała praca na planie tego filmu? Czy obecność kamer nie była dla Was (dla Elvisa) uciążliwa?
Terry Blackwood: Przez cały pierwszy miesiąc naszego harmonogramu byliśmy filmowani. Nikt niczego nie zmieniał. Śpiewaliśmy nasze piosenki w ten sam sposób a kamery wszystko to przechwytywały – tak jak widzisz to na DVD. Wszyscy czuliśmy się bardzo komfortowo a kamery nie stanowiły żadnego problemu.
Mariusz Ogiegło: W jednym z wywiadów wspomniałeś o konflikcie przez który The Imperials nie pojechali z Elvisem w trasę koncertową we wrześniu 1970 roku. Czego dotyczył ten konflikt? Czy to był bezpośredni konflikt z Elvisem?
Terry Blackwood: The Imperials mieli wiele innych zobowiązań gdy nie śpiewali dla Elvisa. Wielu członków miało podpisane umowy. Ponieważ śpiewaliśmy z Elvisem tylko przez trzy miesiące w ciągu roku musieliśmy wypełniać obietnice i kontrakty, które zawarliśmy z innymi organizatorami. Zbyt trudno było zostać z Elvisem i dotrzymać rok pełen terminów.
Prawdę powiedziawszy, decyzja o odejściu nie była moja. Pozostałbym. Rozstawaliśmy się na bardzo dobrych warunkach. A kiedy później pracowaliśmy ponownie w Las Vegas Elvis przychodził do nas, siedział na widowni, słuchał nas. Był wielkim fanem.
Mariusz Ogiegło: Na filmie „That’s The Way It Is” jest taka scena, w której Elvis rozmawia z członkami grupy The Sweet Inspirations. Jaką osobą Elvis był prywatnie? Miałeś możliwość porozmawiania z nim na płaszczyźnie prywatnej?
Terry Blackwood: Elvis był bardzo przyjacielski ale trochę nieśmiały. Lubił rozmawiać zarówno na scenie jak i poza nią. Rozmawiałem z nim kilkukrotnie ale głównie w grupie.
Mariusz Ogiegło: Elvis słynął ze swojej hojności w stosunku do swoich bliskich – członków rodziny, współpracowników a czasami także i zupełnie obcych mu osób. Czy otrzymałeś od niego jakiś upominek? Masz słynny naszyjnik TCB?
Terry Blackwood: Elvis dał nam dwa zegarki, z których jeden bezpiecznie ukryłem. Dostaliśmy także bransoletkę z jego imieniem na odwrocie i naszym na frontowej stronie. Oczywiście, wszyscy dostaliśmy naszyjnik TCB, który noszę dzisiaj przy zegarku.
Mariusz Ogiegło: Za album „He Touched Me” wypełniony pieśniami gospel Elvis otrzymał swoją drugą Nagrodę Grammy. Ty pracowałeś przy tej płycie. Powiedz, jak wspominasz pracę nad tym longplayem?
Terry Blackwood: Elvis nagrał ten album gospel w Studio B w Nashville. Wybrał na niego cztery utwory z naszej ostatniej płyty gospel. Nagraliśmy je tak samo tyle, że z Elvisem śpiewającym główne partie. „He Touched Me”, „I’ve Got Confidence”, „A Thing Called Love” i „Reach Out To Jesus” to wszystko były utwory, które wcześniej nagraliśmy.

THING CALLED LOVE – THE IMPERIALS (SUPPORT PRZED KONCERTEM ELVISA. Sierpień 1970)

Mariusz Ogiegło: Jaki rodzaj/styl muzyki był ulubionym Elvisa? Gdyby dzisiaj żył to co Twoim zdaniem nagrywałby i śpiewał?
Terry Blackwood: Gdyby miał wybór śpiewałby muzykę gospel. To zawsze był jego ulubiony gatunek muzyczny.
Mariusz Ogiegło: Kiedy i w jakich okolicznościach dowiedziałeś się o śmierci Elvisa? Jaka była Twoja reakcja na tą informację? Byłeś w szoku?
Terry Blackwood: Usłyszałem o jego śmierci w radiu i byłem zszokowany ponieważ nie wiedziałem, że jest chory. Nic nie wiedziałem o narkotykach, które zażywał. Słyszałem, że były to głównie tabletki nasenne a następnie tabletki, żeby mógł się obudzić. Jego lekarz, Dr. Nickoplas przepisywał wszystko co Elvis chciał.
O ile mi jednak wiadomo Elvis nigdy nie zażywał heroiny ani kokainy a jedynie tabletki na receptę.
Mariusz Ogiegło: Za kilka tygodni spotkamy się w Polsce, w Rzeszowie na koncercie „The Gospel Side Of Elvis” (25 sierpnia br.). To będzie Twoja druga wizyta w naszym kraju. Jak wspominasz polską publiczność? Co usłyszymy na koncercie? Czy zaprezentujecie utwory z płyty „Where No One Stands Alone”, o której rozmawialiśmy na początku wywiadu?
Terry Blackwood: Nie będziemy śpiewać piosenek z tego wydawnictwa. Nawet wszystkich nie znam. Będziemy jednak wykonywać wiele utworów, które (Elvis, przyp.autor) śpiewał z nami.
Polska publiczność bardzo mile nas zaskoczyła podczas naszej pierwszej wizyty. Chciałbym by i tym razem było podobnie.
Mariusz Ogiegło: Terry, dziękuję Ci serdecznie za poświęcony czas i Twoje niezwykłe wspomnienia. Pozdrawiam serdecznie w imieniu swoim i czytelników bloga ELVIS: Promised Land. Mam nadzieję, do zobaczenia już wkrótce w Rzeszowie.

UWAGA! Już 25 sierpnia br. Terry Blackwood i grupa The Imperials wystąpi w Polsce, w Rzeszowie podczas koncertu „The Gospel Side Of Elvis”. Wydarzenie będzie miało miejsce na rzeszowskim rynku a wstęp na nie będzie całkowicie bezpłatny.
Dzień wcześniej, 24 sierpnia br. w Instytucie Uniwersytetu Rzeszowskiego (ul. Dąbrowskiego 83) o godzinie 19:00 polscy fani Elvisa Presleya będą mieli niepowtarzalną szansę spotkać Terryego Blackwooda i wysłuchać jego wspomnień z lat spędzonych u boku gwiazdy rock’n’rolla.

* Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu serdecznie dziękuję Marcinowi Życzyńskiemu.
** Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *