ELVIS ON TOUR – w drodze po Złoty Glob

ELVIS ON TOUR
– w drodze po Złoty Glob –
(Część 9)

Mariusz Ogiegło

Oficjalne zdjęcia do filmu (a w zasadzie jego koncertowej części) wystartowały dopiero cztery dni później. Tymczasem, po udanym otwarciu kwietniowego tournee, Elvis ruszył ze swoim show do kolejnych miast. Po Buffalo, następnymi przystankami na koncertowej mapie były kolejno Detroit, Dayton i Knoxville.

9 kwietnia, Presley i jego kilkudziesięcioosobowa ekipa wylądowali w Hampton Roads. Bilety na oba zakontraktowane występy w tamtejszej Hampton Roads Coliseum (ceny wejściówek wahały się od pięciu do dziesięciu dolarów), podobnie jak i w innych miastach rozeszły się „na pniu”.

Jego (Elvisa, przyp. autor) dzisiejsze koncerty mogą nie przypominać jego ostatniego występu w Newport News (miasto w stanie Wirginia, przyp. autor) z 1955 roku kiedy to grał dla tłumu rozkrzyczanych nastolatków w starym James Theater na początku swojej kariery, ale wśród publiczności na pewno znajdzie się wiele osób, które wciąż żywo pamiętają tamten dzień„, pisano w porannym wydaniu dziennika Daily Press. „Żaden inny wykonawca, ani Frank Sinatra, ani Tom Jones, ani Donny Osmond ani nawet David Cassidy nie zdołał osiągnąć na przestrzeni lat, od wojny w Korei do wojny w Wietnamie, tak gigantycznego rozgłosu jak Elvis„.

Próbując sprostać własnej legendzie, Presley stanął na scenie Coliseum dwukrotnie. Po raz pierwszy około godziny pół do trzeciej po południu i kolejny o pół do dziewiątej wieczorem. Tym razem już pod czujnym okiem kamer (choć, jak podaje w swojej książce Jerry Hopkins, Abel i Adidge nawet wówczas nie mieli pewności czy Pułkownik Parker zgodzi się na realizację filmu i zaproponowane przez producentów rozwiązania).

Filmowcy z MGM kręcili się dosłownie wszędzie, towarzysząc Elvisowi zarówno w garderobie, w której przygotowywał się do występu, podczas przemarszu korytarzem wiodącym w kierunku estrady jak i podczas samych występów.

Obecność kamerzystów, dyskretnie podążających za nim po scenie, w połączeniu z uwielbieniem jedenastotysięcznego tłumu (bo tyle osób każdorazowo wypełniło arenę) zadziałała na Presleya jeszcze bardziej motywująco. Oba koncerty były absolutnie fenomenalne!

W ciągu nieco ponad godziny Elvis zaprezentował swoim fanom ponad dwadzieścia utworów! Od porywającego „See See Rider”, którym od kilku miesięcy miał zwyczaj otwierać swoje występy, poprzez doskonałe „I Got A Woman”, „Never Been To Spain”, „Bridge Over Troubled Water” aż po doskonałe „Suspicious Minds” i „A Big Hunk O’ Love”.

W trakcie wieczornego występu, tuż przed wykonaniem utworu finałowego, tj. ballady „Can’t Help Falling In Love”, Elvis zaskoczył swoją publiczność, prosząc by wraz z nim wysłuchała jednej z jego ulubionych pieśni gospel. Po tych słowach zwrócił się do członków grupy The Stamps i ze spuszczoną głową wysłuchał ich przejmującego wykonania „Sweet, Sweet Spirit”. W sali panowała absolutna cisza…

To był magiczny wieczór„, skwitował po latach Robert Abel. Podobnego zdania byli również autorzy recenzji, które ukazały się w prasie następnego dnia.

CDN.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *