„Miał w sobie tyle charyzmy!” – Ronnie Tutt w 83 rocznicę urodzin Elvisa Presleya wspomina legendarnego artystę

O współpracy z legendarnym królem rock’n’rolla opowiada Ronnie Tutt!

Gdyby żył skończyłby dzisiaj osiemdziesiąt trzy lata. Elvis Presley. Król rock’n’rolla, legenda muzyki rozrywkowej, prekursor rock’n’rolla, aktor. Jak dzisiaj wspominają go jego najbliżsi współpracownicy, muzycy z którymi przez lata pracował w studiu nagraniowym i na estradzie?
Mnie udało się o to zapytać równie legendarnego perkusistę, Ronniego Tutta, członka grupy TCB Band, która niemal w niezmiennym składzie występowała z Presley’em począwszy od 1969 roku aż do ostatniego show w Indianapollis, 26 czerwca 1977 roku.

Mariusz Ogiegło: Zanim zaczniemy rozmawiać o Elvisie proszę powiedz mi skąd u ciebie wzięło się zainteresowanie muzyką? Jakiego rodzaju muzyki słuchałeś dorastając? Kiedy zdecydowałeś, że muzyka (gra na perkusji) to jest ta rzecz, którą chcesz robić przez całe życie?
Ronnie Tutt: Muzyka z telewizji, radia czy filmu zawsze była ważną częścią naszej rodziny. Początkowo grałem na trąbce, aż do wieku gimnazjalnego a następnie zainteresowałem się perkusją. To wówczas zdecydowałem, że granie na tym instrumencie i śpiewanie było tym co chciałem robić.
W jaki sposób trafiłeś na przesłuchania do nowego zespołu Elvisa? Przeczytałem gdzieś, że na przesłuchania poleciałeś… z własnym zestawem perkusyjnym? To prawda? Jak wyglądały te przesłuchania (pamiętasz jaki utwór grałeś)? Pamiętasz innych perkusistów, którzy pretendowali do roli perkusisty w zespole Elvisa?
Poproszono mnie bym wziął udział w przesłuchaniach w Los Angeles. Musiałem więc lecieć na nie z własnym zestawem perkusyjnym. Na miejscu jakiś inny perkusista zapytał mnie czy mógłby z niego skorzystać zanim zagram. Nie pamiętam jakie utwory lub piosenki zagraliśmy. ale nie muszę mówić, że zostałem wybrany z powodu naszej niewyjaśnionej komunikacji między sobą (między Ronniem a Elvisem, przyp. autor). Miał tak wiele charyzmy!
Twój pierwszy koncert z Elvisem był jednocześnie jego wielkim powrotem do występów na żywo po ośmioletniej przerwie którą wypełniły występy w hollywoodzkich filmach. Jak wspominasz ten koncert?
Koncert otwierający (tzw. Opening Night, przyp. aut.) był niesamowity, bo Elvis miał tak wiele do udowodnienia. Wszyscy daliśmy wtedy z siebie tyle, ile tylko mogliśmy.
Wytwórnia RCA nagrywała kilka koncertów na których zagrałeś wspólnie z Elvisem – sierpień 1969 w Las Vegas, styczeń/luty 1970, sierpień 1970 w Las Vegas, Madison Square Garden i kilka innych. Powiedz proszę, czy Elvis informował was o tym, że koncerty będą nagrywane? W jaki sposób przekazywał wam tą informację (to była dla niego ważna sprawa czy coś w rodzaju dodatkowego aspektu całego wydarzenia)?
Było to dla niego ważne, ale zawsze też powtarzał nam, że jesteśmy tu przede wszystkim po to, żeby dać show.

Pierwszy sezon występów w Las Vegas zakończył się wielkim sukcesem. Dlaczego podczas kolejnej serii koncertów w International Hotel i Huston Astrodome za perkusją usiadł Bob Lanning?
Miałem już podpisany kontrakt z Andy Williamsem na udział w jego Andy Williams TV Show. A menedżment Elvisa do ostatniej chwili czekał z poinformowaniem nas (członków zespołu, przyp. aut.) o tym, że zamierzają wrócić (do Las Vegas, przyp. aut.) w lutym.
Kilkukrotnie spotkałem się z opinią, że Elvis wolał występować podczas tournee niż w Las Vegas? Czy twoim zdaniem to prawdziwa opinia? Na czym polegały (jeśli w ogóle były) różnice pomiędzy koncertami w Las Vegas i na trasie?
Po pierwsze pozwól, że wyjaśnię. W Las Vegas były dwa koncerty każdej nocy. Pierwszy, tzw. dinner show, drugi tylko podczas wydawania drinków. Bardziej niż koncert czasami przypominało to słuchanie kelnerów upuszczających swoje talerze w rytm romantycznych piosenek! Listy utworów w Vegas i podczas tournee różniły się od siebie w zależności od reakcji publiczności.
Jak określiłbyś swoją relację łączącą cię z Elvisem. To była czysto zawodowa relacja? Byliście przyjaciółmi?
Nasze relacje nie były czysto zawodowe. Wiele razy rozmawialiśmy także na tematy osobiste, o różnych sytuacjach, problemach…
Wielokrotnie pracowałeś z Elvisem w studiu nagraniowym, ale chyba najciekawszą sesją (choćby ze względu na miejsce w jakim się odbyła) była ta z roku 1976. Odbyła się w Graceland, posiadłości Elvisa w pokoju zwanym Jungle Room. To była jednocześnie ostatnia sesja nagraniowa Elvisa. Jakie to było doświadczenie? Jak wspominasz te sesje? Czy Jungle Room spełniał wymogi profesjonalnego studia nagraniowego? Jak pracowało się z Elvisem u… Elvisa w domu?
Te sesje zostały zorganizowane żeby zapewnić Elvisowi komfort w studiu. Nie ze względu na jakość dźwięku etc.
Pozostańmy jeszcze na chwilę przy temacie ostatnich sesji nagraniowych. Spotkałem się kiedyś z opinią, że zarejestrowane w Jungle Room przeboje „Moody Blue” czy „Way Down” pokazują, że Elvis szukał nowego brzmienia / nowego kierunku. Jaki rodzaj muzyki Elvis, twoim zdaniem, nagrywałby gdyby nie zmarł 16 sierpnia 1977 roku ? Pozostałby wierny muzyce przy której dorastał i która go ukierunkowała (blues / gospel / country) czy szukałby nowego brzmienia i podążał za nowymi trendami? Co Elvis nagrywałby dzisiaj, gdyby żył?
Myślę, że śpiewałby współczesny gospel.

RONNIE TUTT SOLO PODCZAS KONCERTU ELVISA PRESLEYA. CZERWIEC 1977

Nie zagrałeś z Elvisem podczas jego finałowego koncertu 26 czerwca 1977 roku. Zastąpił cię wówczas Larry Londin. Co się stało?
Ojciec mojej żony musiał udać się na operację serca, której mógł nie przeżyć. Nieoczekiwanie przetrwał ją. Kiedy powiedziałem o tym Elvisowi, spojrzał na mnie z całą szczerością i powiedział – „rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu”. Wyjechałem więc i wróciłem do domu, żeby być przy mojej żonie.

Wywiad w całości dostępny także na portalu INTERIA.PL

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!
** Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję Marcinowi Życzyńskiemu

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *