„To jest niesamowite, że potrafił wziąć z powietrza dowolną piosenkę i zaśpiewać ją bezbłędnie…” – Gary Jackson wspomina Elvisa Presleya

Gary Jackson o Elvisie Presley’u i życiu w trasie z królem rock’n’rolla. Tylko dla ELVIS: Promised Land

Najpiękniejszą rzeczą jakiej możemy doświadczać to poznawać historię od osób, które ją współtworzyły. To dzięki opowieściom naocznych świadków ważnych historycznych wydarzeń możemy choć przez chwilę poczuć się tak jak byśmy brali w nich udział.
Australijski inżynier dźwięku, Bruce Jackson, sam stał się historią. Bez jego wynalazków, rozwiązań w dziedzinie nagłośnienia koncertów na żywo ciężko sobie nawet dzisiaj wyobrazić współczesne wielkie widowiska muzyczne.
Bruce, począwszy od 1971 roku współpracował z Elvisem. Jego młodszy brat Gary zebrał jego wspomnienia, połączone z własnymi doświadczeniami i stworzył na ich podstawie wyjątkową książkę, „Bruce Jackson. On The Road With Elvis”.
Ja miałem przyjemność porozmawiać z Garym i wysłuchać jego wspomnień na temat jego sławnego brata i jego współpracy z Elvisem. Poniżej prezentuję Wam trzecią i ostatnią już część naszego wywiadu. Mam nadzieję, że przyjmiecie ją równie ciepło jak poprzednie.

Mariusz Ogiegło: No właśnie, mówi się nawet, że przez to sześć lat swojej współpracy z Presleyem „Bruce zrewolucjonizował brzmienie Elvisa„. Oprócz wspomnianych przez Ciebie wcześniej monitorów scenicznych stosował również wiele innych rozwiązań, które po dziś dzień wykorzystywane są w branży nagłośnieniowej. Jednym z nich było podniesienie z ziemi głośników i umieszczenie ich na wysokich rusztowaniach. Skąd taki pomysł? Z jaką reakcją Elvisa i jego otoczenia spotkał się ten pomysł Bruce’a?

Gary Jackson: Podniesienie głośników z ziemi było pomysłem Bruce’a, który pierwotnie zastosował właśnie podczas występów Elvisa, a który teraz oczywiście jest powszechnie stosowany na każdym koncercie.

Bruce opowiadał, że był na koncercie „Disney World On Ice” („Świat Disneya na lodzie”) i w jego trakcie zauważył, że głośniki są podwieszone. Oczywiście… musiały być ponieważ nie można było umieścić ich na lodzie.
Spodobał mu się ten pomysł. Początkowo ładował głośniki na platformę, przypinał je i wyciągał za pomocą napędu łańcuchowego w każdym z czterech rogów sceny. Napędy łańcuchowe były dokładnie takie same jak te używane w fabrykach do podnoszenia bram rolowanych, tyle że tutaj odwrócone do góry nogami. Były one jednak trudne do opanowania i patrząc z perspektywy czasu zawieszenie dziesięciu ton sprzętu, a czasami nawet więcej, bezpośrednio nad głową Elvisa, trochę niebezpieczne.
Podwieszenie głośników miało jeszcze inny aspekt. Szczególnie Pułkownikowi Parkerowi spodobał się ten nazwijmy to efekt uboczny. Dzięki podniesieniu głośników z ziemi zyskiwał więcej miejsca na płycie a tym samym możliwość sprzedania większej ilości biletów.

Na początku naszej rozmowy wspomniałem koncert z Atlanty z 30 grudnia 1976 roku. Nie bez powodu. W jego trakcie Elvis wykonał m.in „Such A Night”, które było zupełnie spoza tzw. setlisty. Powiedz, czy często zdarzało mu się robić takie „niespodzianki” w trakcie koncertów? Jak reagował na nie jego zespół?

Podczas występu w Atlancie wszystko układało się dobrze dla Elvisa. Był w dobrym nastroju i chętnie zaśpiewał „Such A Night” kiedy poprosił go o to ktoś z publiczności. Bruce mi powiedział kiedyś, że nigdy nie było dwóch koncertów które brzmiałyby tak samo.
Elvis mógł odchodzić od setlisty kiedy tylko miał na to ochotę. To jest niesamowite, że potrafił wziąć z powietrza dowolną piosenkę i zaśpiewać ją bezbłędnie a jego zespół podążał za nim.

Na taśmie z Atlanty możesz usłyszeć, że w pewnym momencie zespół zaczął grać w złej tonacji ale Elvis w sekundę to wyłapał i poprosił by rozpoczęli od początku.

To musiała być niezwykła relacja. Wracając jednak do niespodzianek. W trakcie swoich występów Elvis zaskakiwał nie tylko członków swojego zespołu lecz także obsługę widowiska. Któregoś wieczoru zaśpiewał „Happy Birthday” dla Twojego brata. Bruce był tym zaskoczony? Skąd Elvis wiedział o jego urodzinach?

O tak, podczas koncertu w Forth Worth w Teksasie, 3 czerwca 1976 roku, przypadały urodziny Bruce’a. Nie miał pojęcia, że Elvis o tym wie i że tego dnia podejdzie do niego, uściśnie mu rękę i zaśpiewa dla niego „Happy Birthday”.
Opowiadał, że w pierwszej chwili jego twarz zrobiła się blado-czerwona z zakłopotania ale oczywiście, jak można sobie wyobrazić, podobało mu się to, że Elvis Presley śpiewał dla niego. W końcu ile osób mogło tego doświadczyć?

HAPPY BIRTHDAY DLA BRUCE’A – NAGRANIE Z KONCERTU ELVISA z 3 CZERWCA 1976

W naszej książce Bruce sam opowiada tą historię.

Wspomniałeś, że począwszy od drugiego tournee Bruce pracował zawsze blisko sceny. Co miało głównie same zalety, ale czy zdarzało się, że czasem Elvis prosił go z estrady o zmianę ustawień czy poprawienie jakości dźwięku?

Tak. Widzisz, siedzenie blisko sceny oznaczało, że Elvis mógł podejść do jej krawędzi i porozmawiać z Brucem twarzą w twarz. Miało to jednak swoje dobre i złe strony. Elvis mógł bowiem uścisnąć mu dłoń i życzyć wszystkiego najlepszego z okazji urodzin ale mógł również narzekać na niego jeśli nie był zadowolony z czegoś co miało związek z dźwiękiem, np. ze sprzężenia zwrotnego lub jeśli coś nie brzmiało dobrze.

Bruce wymienia wiele takich przykładów w książce.

Także o tym jednym, kiedy Elvisowi wydawało się, że usłyszał na scenie „boom” w jednym z głośników. Poprosił wówczas Bruce’a by ten wyszedł na scenę, stanął obok niego i mógł to również usłyszeć. Bruce nie miał wyboru. Musiał wejść na estradę i stanąć przed dwudziestoma tysiącami ludzi. Powiedział Elvisowi, że robi mu wstyd ale on tylko się śmiał.
Po skończonym występie oznajmił Elvisowi, że odchodzi ale nie zdążył nawet dotrzeć do drzwi gdy ten przeprosił go i poprosił by został. Niedługo potem podarował mu pierścionek o nazwie Tygrysie Oko (Tiger’s Eye) a następnie naszyjnik TCB, witając go jednocześnie w swoim zamkniętym kręgu i mówiąc, że już dawno powinien był to uczynić.

Ostatni koncert, który Bruce i Elvis rezem zrobili miał miejsce w Indianapollis w czerwcu 1977 roku. Jak Twój brat zapamiętał ten występ?

Myślę, że występ w Indy był tylko kolejnym koncertem podczas tournee. Zapytałem Bruce’a czy ma kasetę. Odpowiedział, że prawdopodobnie tak, jednak nigdy jej nie znalazł.

Wcześniejsze występy w ramach tej trasy były o wiele bardziej pamiętne ponieważ zostały zarejestrowane na taśmę wideo na potrzeby programu CBS Special „Elvis In Concert” a Bruce pracował z ekipą i zaprzyjaźnił się z producentem Dwightem Hemionem.

Pamiętam jak Bruce opowiadał mi jak w latach dwutysięcznych wpadł kiedyś do Dwighta.

Sam Bruce również pojawił w „Elvis In Concert”.

A czy Bruce widział się jeszcze z Elvisem po tym koncercie?

Wątpię żeby widział jeszcze Elvisa po 26 czerwca 1977 roku.

16 sierpnia 1977 roku miało rozpocząć się kolejne tournee. Czy Bruce również miał mu w nim towarzyszyć?

Ten okres jest bardzo dobrze opisany w naszej książce. Bruce wspominał: „nigdy nie spodziewałem się, że Elvis umrze ale nie byłem zaskoczony, że miał atak serca.

Byliśmy umówieni na koncert w Portland w stanie Maine. (Elvis, przyp. autor) był w domu i miał wylecieć tego wieczora. Na lotnisku w Maine miała czekać na niego limuzyna, która miała zabrać jego, Ginger, naszego menedżera Joe Esposito i kilku innych do hotelu Dunfrey-Sheraton, gdzie mieli dołączyć do reszty grupy.

Siedziałem z Pułkownikiem Parkerem w restauracji kiedy zadzwonił Joe Esposito z Graceland. Podsłuchałem jego zdenerwowany głos przez telefon ale Pułkownik nie reagował podobnie.
Na początku wydawał się być oszołomiony bo przez chwilę nic nie mówił. Zaniepokojeni członkowie grupy zebrali się wokół naiego ponieważ pogłoska już się rozeszła. Chcieliśmy jednak usłyszeć te straszne wiadomości z oficjalnego źródła. Czekaliśmy aż coś powie. W końcu odchrząknął i powiedział cicho – ‚On nie żyje. Wracamy do domu’.

Pułkownik dokończył kawę, zapisał się na posiłek a następnie szepnął mi już zupełnie prywatnie: ‚Cóż Bruce, wygląda na to, że będę sobie musiał poszukać nowego chłopca’.

Zadzwoniłem do domu z telefonu w holu. Minęło sporo czasu zanim moja mama odebrała bo było to wcześnie rano. Powiedziałem jej o tym a później rozmawiałem jeszcze z moim młodszym bratem, Davidem”.

Jak na te smutne wiadomości zareagowała Twoja rodzina? Jak zareagowała Australia na wieść o śmierci Elvisa Presleya?

Pozwól, że w tym miejscy przytoczę Ci relację Davida na temat tamtego sierpniowego telefonu.

„Doskonale pamiętam tamten poranek i to jak trudno było uwierzyć w to o czym właśnie powiedział (Bruce, przyp. autor). W Sydney była 5.30 rano i nadal było ciemno. Obudził nas dzwoniący telefon. Takie wczesne rozmowy telefoniczne nigdy nie przynoszą dobrych wiadomości. To był Bruce dzwoniący z hotelu w Portland w Maine. Powiedział tylko: ‚Elvis nie żyje’. Był zszokowany. Cóż, nie wraca się już do łóżka kiedy właśnie usłyszałeś, że Elvis nie żyje. Włączyliśmy wszystkie możliwe radia i oba telewizory ale nikt nie powiedział nic o śmierci Elvisa. 

Mama zrobiła śniadanie dla mnie i mojej siostry Kathy. I wciąż cały czas czekaliśmy aż ktoś coś powie o śmierci Elvisa.

W Sydney było około pół do ósmej rano kiedy nadeszły pierwsze informacje. Wciąż wydawało się to nierealne. Zakładasz bowiem, że skoro posiadasz taką wiedzę to musi posiadać ją również cały świat. Ale tak nie było. Tak więc minęły co najmniej dwie godziny podczas których my już wiedzieliśmy a wielu ludzi na świecie jeszcze nie. A nie było to coś z czym mogłeś zadzwonić do stacji radiowej i powiedzieć: ‚hej zgadnijcie co się stało?’ bo zabrzmiałbyś jak idiota.

To wydarzyło się dzień po urodzinach mojej dziewczyny Helen, ale w Memphis wciąż był jeszcze 16 sierpnia. Helen planowała wyjazd do USA ze swoją siostrą. Bruce zaprosił je do Lititz i na tournee z Elvisem podczas którego miały go poznać”.

Więcej na ten temat możesz przeczytać w naszej książce.

Sześć lat wspólnej pracy z Elvisem to nie tylko setki zagranych koncertów ale przede wszystkim życie w ciągłej drodze. Tysiące przejechanych kilometrów, dziesiątki hoteli. Ciągłe życie na walizkach. Jak Bruce wspominał życie w trasie z Elvisem? Jako coś ekscytującego czy wręcz odwrotnie?

Bruce powiedział, że zrobienie ponad sześciuset koncertów w USA i na Hawajach było ciężką pracą. Ale wyznał też, że w tamtym czasie nie wydawało mu się to zbyt ważne i dopiero później docenił jakie to było wspaniałe doświadczenie i jak wspaniałym przywilejem była dla niego praca z tak wielkim człowiekiem jakim był Elvis Presley.

W swoim liście (nagranym na taśmę) wspominał: „Nie byłem wtedy szczególnie świadomy tego, że było to coś wielkiego. No może poza tym, że podróżowanie na tym poziomie było świetną zabawą”.

„Dobre czasy przeważały nad złymi. Doświadczyłem nieco legendarnej magii Elvisa Presleya. Wyjazdy z koncertów limuzyną w policyjnej eskorcie i pędzenie przez nieprzerwane serie świateł, które wygodnie zmieniały się na zielone a także podróże Lisą Marie (prywatny samolot Elvisa, przyp. autor) do kolejnego miasta.

To był niezwykły czas, szczególnie gdy jechaliśmy na Południe gdzie wszyscy traktowali Elvisa jak członka rodziny”.

Przygotowując się do tego wywiadu przeczytałem w jednym z wywiadów takie słowa: „Przez sześć lat Bruce nawiązał silną zawodową i osobistą więź z Elvisem”. Powiedz proszę, jaki wizerunek Elvisa maluje się z wspomnień Twojego brata?

„Współpracowałem z Elvisem przez sześć lat. W tym czasie rozwinęliśmy uczciwą relację. Przyszedł do mnie z wiarą i zaufaniem do wszystkiego co miało związek z dźwiękiem a później poczuł się na tyle swobodnie, że rozmawiał ze mną zarówno o rzeczach osobistych jak i tych nie mających szczególnego znaczenia”.

Bruce był oczywiście Australijczykiem, tak jak ja. Jesteśmy przyziemni i nie dajemy się ponieść rozgłosowi i zawsze traktujemy ludzi na równi. Taka też była relacja Bruce’a z Elvisem. Bruce nie był pochlebcą jak wielu ludzi Elvisa lecz traktował go tak jak tego oczekiwał… z grzecznością, uczciwością i szacunkiem. Taka była ich przyjaźń.

Bruce opowiada w książce o tym jak często przesiadywał z Elvisem w jego w garderobie, zwykle w towarzystwie Charliego Hodge’a. Panowała tam wówczas luźna atmosfera a Bruce i Elvis rozmawiali o bardzo zwyczajnych, codziennych sprawach, o których nie spodziewalibyście się nawet opowiadać Elvisowi.

A właśnie, mówiąc o wspomnieniach. Przed kilkoma tygodniami do sprzedaży trafiła Twoja książka, „Bruce Jackson. On The Road With Elvis”, którą media określają „hołdem dla obu mężczyzn”, tj. Twojego brata i Elvisa. Kiedy zrodził się pomysł na jej napisanie?

To było około rok po śmierci po śmierci Bruce’a. Zginął podczas lotu swoim samolotem nad Doliną Śmierci, na wschód od Los Angeles, 31 stycznia 2011 roku. Nikt nie wie co spowodowało ten wypadek. Wszyscy byliśmy w żałobie, oczywiście.

Wiedziałem jednak, że Bruce zebrał w trakcie swojej kariery wiele pamiątek, w tym wiele z okresu współpracy z Elvisem. Zostawił zdjęcia, taśmy z nagranymi wspomnieniami, listy, nagrania z występów, programy i inne pamiątki. Wystarczająco dużo informacji by nie tylko uczcić fantastyczną karierę Bruce’a lecz dać również bardzo osobiste spojrzenie na Elvisa. Unikalne ponieważ widziane oczami Bruce’a i ukazujące Elvisa od strony znanej jedynie nielicznym, jeżeli w ogóle komukolwiek oprócz niego.

Czułem, że trzeba to wszystko spisać w książce. Gdybym tego nie zrobił wszystko by przepadło. Czułem, że książka będzie o wiele trwalszym wyróżnieniem niż statuetka czy nagroda przyznawana w jego imieniu.

Kiedy zdecydowałem się ją zrobić otworzył się przede mną świetlisty świat zawodowych przyjaciół Bruce’a, którzy z radością opowiadali o swojej współpracy z nim i o tym jak stawali się przyjaciółmi.

Na szczęście skontaktował się ze mną również Evan Mueller, fan Elvisa, który zbliżył się do Bruce’a na kilka lat przed jego śmiercią. Bruce otwierał się przed nim na lata spędzone u boku Elvisa. Tak więc, dzięki Evanowi miałem mnóstwo informacji, które dały mi solidną podstawę do dopasowania osi czasu Bruce’a do mojej własnej jak również do płyt Bruce’a. Przez co w całej książce najbardziej lojalni fani Elvisa dopatrzyli się tylko jednego błędu: w 1976 roku Elvis zagrał w Long Beach tylko jeden koncert a nie dwa jak napisaliśmy.

Jak długo trwała praca nad książką? Czy kiedykolwiek rozmawiałeś z Brucem na jej temat?

Nie. Rozpoczęliśmy ten projekt już po śmierci Bruce’a. Nigdy nie rozmawiałem z nim na temat książki.

To była ciężka praca. Trwała ponad sześć lat. Udaliśmy się do USA by tam przeprowadzić wywiady z wieloma przyjaciółmi Bruce’a. Dowiedzieliśmy się też, że jego dziewczyna z czasów gdy byli jeszcze nastolatkami zachowała wszystkie listy, które do siebie pisali. Zapewniły nam one bardzo osobistą relację z ich związku i tego co działo się wówczas niemal dzień po dniu. To było niesamowicie prawdziwe doświadczenie. To tak jakby się tam było.

Moja żona, Helen, jest niezwykle utalentowaną graficzką z głębokim zainteresowaniem i wiedzą na temat przemysłu muzycznego. Pracowała dla CBS Records projektując okładki na płyty i materiały promocyjne. Kiedy więc nie mogliśmy zainteresować wydawcy naszą książką na odpowiednich dla nas warunkach, rozsądziliśmy między sobą wszystkie niezbędne umiejętności i doświadczenie i zrobiliśmy to sami. Mój młodszy brat, David, był ogromnie pomocny w marketingu.

Szalenie istotną częścią tej książki są wspomnienia Bruce’a. Wspomniałeś, że pochodziły z listów i taśm. Były również wynikiem waszych długich rozmów?

Bruce wysyłał wiele listów zapisanych w formie kaset na których swoim własnym głosem opisywał konkretne wydarzenia. Były też listy do jego matki i do nas. Były również bardzo osobiste listy do jego dziewczyny, Margaret oraz relacje jego przyjaciół.

Byłem zaledwie dwadzieścia miesięcy młodszy od niego więc byłem tam, w wielu tych wydarzeniach. I przypominam sobie moje rozmowy z nim. Ja również obserwowałem i doświadczałem z pierwszej ręki tego o czym mówił.

„Kiedy spotkałem Bruce’a Jacksona wiedziałem o nim dwie rzeczy. Wiedziałem, że pracował dla Elvisa Presleya co było świetne i to, że był Australijczykiem”. Tak o Twoim bracie wypowiedział się Bruce Springsteen, który napisał wstęp do Twojej książki. W jaki sposób udało Ci się go do tego namówić?

Bruce pracował dla Bruce’a Springsteena przez dziesięć lat, począwszy od 1978 roku. Któregoś dnia Bruce zabrał go do Graceland na spotkanie z tatą Elvisa, Vernonem.

Obaj (Bruce Jackson i Bruce Springsteen, obaj na zdjęciu po lewej) stali się bliskimi przyjaciółmi a ich przyjaźń przetrwała nawet wtedy gdy Bruce (Jackson, przyp. autor) przestał jeździć w trasy i założył swoją firmę APOGEE.

W 1985 roku, kiedy byli w Sydney na trasie BORN IN THE USA, Bruce (Jackson, przyp. autor) przywiózł Bruce’a (Springsteena, przyp. autor) do naszego domu na obiad przygotowany przez naszą mamę. Wszyscy tam wówczas byliśmy, w tym również moja żona Helen, która była wielką fanką Springsteena. Helen ugotowała dla nas kolację i usiadła obok niego.

Bruce Springsteen nagrał hołd dla Bruce’a (Jacksona, przyp. autor), który został odegrany w Operze w Sydney w 2011 roku. Było nam więc łatwo poprosić go o użycie jego słów w przedmowie książki. A on uprzejmie się na to zgodził.

Powiedz proszę, do kogo adresowana jest Twoja książka? Jak byś ją sklasyfikował? Czy jest to rodzaj literatury specjalistycznej (na temat sprzętu i rozwiązań technicznych stosowanych podczas koncertów) czy publikacja która zainteresuje każdego fana Elvisa?

Książka napisana jest moją narracją, jako jego (Bruce’a, przyp. autor) młodszego brata.

Została zaadresowana do fanów Elvisa i już zaskarbiła sobie miejsce wśród nich. Została również dobrze przyjęta przez wiele osób, zarówno tych które znały i podziwiały Bruce’a jak i tych które nigdy go nie poznały ale z książki dowiedziały się o jego niezwykłej karierze. Jest w niej wiele technicznych informacji przeznaczonych dla inżynierów dźwięku zainteresowanych historią dźwięku podczas koncertów na żywo i kluczową rolą Bruce’a jako innowatora. A ta historia i historia rozwoju rozgrywa się równolegle z sześcioma latami, które Bruce spędził w trasie z Elvisem.
Jest to historia społeczna, która cieszy się dużym zainteresowaniem na całym świecie. Jeśli wejdziesz na naszą stronę internetową www.brucejackson.com.au i wejdziesz w zakładkę z RECENZJAMI znajdziesz tam wiele niezamawianych, pochlebnych i pozytywnych opinii. Do tej pory nie było ani jednej negatywnej recenzji. Na powyższej stronie możesz również nabyć naszą książkę.

Drogi Gary, serdecznie dziękuję Ci za Twój poświęcony mi czas, Twoje wspaniałe wspomnienia i te wyjątkowe odpowiedzi.

To była przyjemność, Mariusz. Z przyjemnością porozmawiam więcej w dowolnym czasie.

CZĘŚĆ 1 CZĘŚĆ 2

* Wywiad przeprowadził Mariusz Ogiegło. Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów na innych stronach internetowych bez zgody autora zabronione!
** Zdjęcia przesłane przez rozmówcę. Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub fragmentów na innych stronach internetowych bez zgody autora zabronione!
*** Jeśli chcesz nabyć książkę „Bruce Jackson. On The Road With Elvis” koniecznie już dzisiaj odwiedź stronę www.brucejackson.com.au

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *