EPiC – „Elvis Presley In Concert”…

… czyli kilka słów o tym jak król rock’n’rolla powrócił na duży ekran

EPiC – „Elvis Presley In Concert”
– czyli kilka słów o tym jak król rock’n’rolla powrócił na duży ekran –


Mariusz Ogiegło

„EPiC”, czyli prawdopodobnie najgorętsza i najbardziej wyczekiwana – w szczególności przez rzesze fanów legendarnego króla rock’n’rolla, premiera tego roku już za nami. Pierwszy pokaz nowego filmu Baza Luhrmanna, australijskiego reżysera nominowanego do najważniejszych nagród filmowych (Oscara i Złotego Globu) za zrealizowany z rozmachem musical „Moulin Rouge” z Nicole Kidman i Ewanem McGregorem w rolach głównych, odbył się wczoraj wieczorem w Kanadzie, w ramach prestiżowego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto (TIFF).

Jeszcze na kilka godzin przed uroczystym pokazem reżyser zapewniał w mediach społecznościowych oraz wywiadach, że jego nowy film „nie jest ani typowym filmem dokumentalnym ani nawet typowym filmem koncertowym. Jest za to filmem, w którym Elvis opowiada swoją własną historię w sposób w jaki nie zrobił tego nigdy wcześniej„.

Oczekiwania wobec nowej produkcji Luhrmanna były więc olbrzymie. Tym bardziej, że reżyser od tygodni zapewniał widzów, że wszedł w posiadanie niepublikowanych dotąd materiałów nakręconych na potrzeby filmów „That’s The Way It Is” z 1970 roku oraz „On Tour” zrealizowanego dwa lata później. Swoje odkrycia potwierdzał publikowanymi co pewien czas w mediach społecznościowych zwiastunami, stop klatkami oraz ujęciami, które u jednych powodowały szybsze bicie serca a u innych rodziły pewien rodzaj obaw… Na przykład o ingerencję w historyczne zapisy… Internet szybko bowiem zalały zestawienia „poprawionej wersji” piosenki „Oh Happy Day” zamieszczonej przez Luhrmanna z jej oryginalną wersją z 1970 roku. Z tej pierwszej zniknęły np. wokalistki The Sweet Inspirations oraz perkusista Ronnie Tutt a w ich miejsce pojawiła się zupełnie nowa, świeża a co ważniejsze – współczesna aranżacja… („W filmie są pewne dogrywki ale nie są one aż tak drażniące„, zauważył w swojej recenzji jeden z widzów obecnych na wczorajszym pokazie).

W wywiadzie dla amerykańskiego portalu Deadline, Baz Luhrman wyjaśniał jednak, że zbierając materiały do swojego poprzedniego filmu – „ELVIS” z Austinem Butlerem w roli tytułowej otrzymał dostęp do archiwów w Kansas gdzie przechowywane były oryginalne negatywy MGM. Wśród nich właśnie znalazł dziesiątki puszek z większości pozbawionymi dźwięku taśmami zawierającymi niepublikowany dotąd materiał z powyższych dokumentów (przed wczorajszym pokazem Luhrman mówił o trzydziestu pięciu godzinach materiału a jego wieloletni montażysta, Jonathan Redmond, o pięćdziesięciu czterech). „Nie mogliśmy po prostu stworzyć kolejnej wersji 'That’s The Way It Is’ czy ’On Tour'”, mówił reżyser. „Zrekonstruowaliśmy te nagrania (przy użyciu najnowocześniejszych technik – takich jak czytanie z ruchu warg czy odzyskiwanie oryginalnych fragmentów dźwiękowych a także współpracy z ekipą Petera Jacksona) i połączyliśmy je z oryginalnymi partiami wokalnymi i muzycznymi. To ożywiło Elvisa i to w jakości w jakiej nigdy wcześniej nie widzieliście ani nie słyszeliście„.

I wiele wskazuje na to, że słowa reżysera znalazły potwierdzenie wczorajszego wieczora w The Princes of Wales Theatre w Toronto. W Internecie pojawiają się już bowiem pierwsze reakcje widzów oraz czołowych dziennikarzy na nową produkcję Luhrmanna. I trzeba przyznać, że obie strony mówią jak dotąd wspólnym głosem…

Rozdzielczość obrazu i jakość dźwięku były niesamowite (film pokazano w jakości IMAX, przyp. autor) – od klipów z 'Double Trouble’ i innych filmów aż po nagrania koncertowe„, zachwycał się jeden z uczestników premierowego pokazu. „Były też mashupy piosenek filmowych, w tym 'Charro!’ i 'Edge Of Reality’. I choć nie jestem fanem remiksów to podoba mi się praca Baza. Był też fajny montaż utworu 'Polk Salad Annie’ zawierający nagrania z koncertów i prób nakręconych do 'That’s The Way It Is’ oraz 'On Tour’. […] Narratorem filmu jest Elvis, m.in za sprawą konferencji prasowej z Nowego Jorku, Houston Astrodome czy wywiadu nakręconego na potrzeby 'On Tour’„.

Ktoś inny dodał natomiast: „’EPiC’ to nowy świetny film Baza Luhrmanna o Elvisie. Bez względu na wszystko, docenia Elvisa i ukazuje go z szacunkiem. Już po sposobie realizacji widać, że został on stworzony z miłością. Ze wszystkich ostatnich filmów, takich jak 'The Searcher’ zrealizowany dla HBO czy 'Return Of The King’ dla Netflix, ten stoi wysoko ponad nimi ponieważ pozwala Elvisowi po prostu mówić pomiędzy kolejnymi klipami muzycznymi. Nie zawiera żadnych ujęć ani rozmów z osobami 'trzecimi’, które wypowiadałyby się na jego temat. Dzięki czemu ten film jest o wiele bardziej osobisty„.

Oddanie głosu Elvisowi (któremu paradoksalnie jeszcze za życia ów „głos” ograniczano) docenił także James McAvoy z The Guardian. „Film (mowa o filmie „ELVIS” z 2022 roku, przyp. autor) przedstawił również Elvisa jako osobę niezwykle wrażliwą dla czarnej społeczności, ukazując jego ogromne cierpienie z powodu różnych niesprawiedliwości, których był świadkiem. Pomimo iż nigdy nie wypowiadał się na ten temat publicznie. Według filmu Luhrmanna winnym jego milczenia był podły i wyzyskujący piosenkarza Pułkownik Parker, który w 'Elvisie’ został ukazany jako kontrolujący i podejrzliwy menedżer (w tej roli Tom Hanks)„, pisał w swoim tekście.

Ta sama analogia pojawia się również w filmie 'EPiC’ gdy dziennikarz pyta Elvisa o jego poglądy na temat wojny w Wietnamie. 'Jestem tylko artystą estradowym’ – odpowiada Elvis, a Luhrmann starannie podkreśla, że Parker zawsze czai się gdzieś w pobliżu. Kiedy dziennikarz nie ustępuje i naciska na Presleya, ten stwierdza: 'Nie mogę tego nawet powiedzieć’.

Luhrmann podkreśla stwierdzenie 'nie mogę’, odtwarzając je niczym złowieszcze echo aby wypełnić ciszę i utwierdzając widza w przekonaniu, że Elvis był więźniem własnych okoliczności. Reżyser wplata nawet w tą sekwencję przejmującą balladę o dziecku wychowanym w trudnych warunkach – 'In The Ghetto’, jakby chciał pokazać przez to gdzie w tym momencie leżało serce Elvisa. To sprytny zabieg, który stawia Elvisa w korzystnym świetle i udziela mu kredytu zaufania„.

W podobnym, bardzo pozytywnym tonie, o nowym dziele Luhramnna wypowiedział się także inny obecny na pokazie przedpremierowym dziennikarz: „Myślałem dotąd, że po tym kiedy (Elvis, przyp. autor) wyłonił się z tamtych przełomowych chwil, które przedstawiłeś – wiesz, kiedy stał się buntowniczym ryzykantem, który zainspirował tak wiele dzieciaków do zostania muzykami, pojechał do Vegas i stał się karykaturą w jumpsuicie. Teraz muszę przyznać się do błędu. Po tym co tu zobaczyłem stwierdzam, że był prawdziwym twardzielem, który naprawdę potrafił śpiewać„.

Filmem zachwycał się również Steve Pond, redaktor naczelny serwisu The Wrap, pisząc w swojej recenzji, że „’EPiC’ to Elvis widziany kamerą Baza, gdzie to co odważne i wielkie jest zawsze lepsze od prostoty a przesada nigdy nie jest uważana za coś złego. I jeśli nawet nie będzie on odkrywczy dla osób, które widziały już istniejące filmy z tamtej epoki, to i tak jest to najbardziej pomysłowe, szczere i rozrywkowe spojrzenie na czasy, w których powrót Elvisa tętnił prawdziwym życiem.

Ma też świetny rytm przy którym można dosłownie tańczyć, co z resztą zrobiła publiczność zgromadzona w Princes Of Walles Theatre„.

Z kolei Owen Gleiberman z magazynu Variety rozpoczął swoją obszerną recenzję w poniższy sposób: „Przypomnij sobie najlepszy koncert jaki kiedykolwiek widziałeś – może to byś Springsteen, U2, Stonesi, Lady Gaga, Ramones, Taylor Swift, Radiohead lub (jak w moim przypadku) dwa koncerty z lat 80-tych, Prince oraz X oraz jeden z lat 2000 – Madonna podczas trasy Confessions.
A teraz przypomnij sobie najlepszy moment w trakcie tych koncertów. Taki, który wywołał u ciebie takie dreszcze, że wciąż jesteś w stanie je odczuwać. Podejrzewam, że właśnie takie dreszcze i takie emocje będą ci towarzyszyły podczas oglądania 'EPiC: Elvis Presley In Concert”. Niezwykłego dokumentu wyreżyserowanego przez Baza Luhrmanna, reżysera 'ELVISA’.
Ten film to objawienie bo przez dziewięćdziesiąt sześć minut pokazuje jak upajający był Elvis Presley gdy zaczynał występować na żywo w Las Vegas w 1969 roku i na początku lat siedemdziesiątych
„.

O krok dalej poszedł jeszcze Johnny Oleksiński z serwisu New York Post, który film Baza Luhrmana nazwał „Prawdziwym skarbem dla miłośników Króla” oraz „Prawdziwym rockowym grobowcem króla Tutanchamona„. A na koniec swojej entuzjastycznej recenzji stwierdził: „Dla tych, którzy nie mają pokoju poświęconego pamiątkom po Elvisie ani zbytnio się nim nie przejmują, 'EPiC’ wciąż będzie energetyzującym doświadczeniem. Moim zdaniem, nie ma bowiem nic lepszego niż obserwowanie największych artystów wszech czasów, którzy robią to co potrafią najlepiej – bez żadnych upiększeń.

A jeśli nadal się wahasz, to po seansie wyjdziesz przekonany, że Elvis naprawdę był jednym z największych„.

Wśród utworów, które wybrzmiały wczorajszego wieczora z ekranu znalazły się m.in: „I Was The One”, „Alla’ En El Rancho Grande”, „Burning Love” (pierwsze wykonanie live), „Bridge Over Troubled Water”, Polk Salad Annie”, „Something”, „Love Me Tender”, „Little Sister/Get Back”, „Tiger Man”, „Near My God To Thee”, „Little Egypt”, „Night Life” oraz „Can’t Help Falling In Love”.

Niestety, wciąż nie wiadomo jeszcze kiedy „EPiC” trafi do kin. Część osób spekuluje jednak, że może to być styczeń 2026 roku (ale należy pamiętać, że film nie ma jeszcze oficjalnego dystrybutora). Baz Luhrman z kolei zapewnił niedawno, że za kilka dni poinformuje widzów o oficjalnej dacie ogólnoświatowej premiery.

Reasumując, kilka godzin po premierze „EPiC” wciąż zbiera jedynie pozytywne opinie. I nawet jeśli, jak piszą niektórzy, „nowy materiał był trochę zbyt przesadnie reklamowany” (sam reżyser, choć przyznał przed pokazem, że jest w posiadaniu m.in kompletnego koncertu z Hampton Roads, to musiał jakoś „upchnąć” ponad pięćdziesiąt godzin materiału w półtora godzinnym filmie) to wszystko wskazuje na to, że nowa produkcja Baza Luhrmanna będzie właśnie tą, która nie tylko pozwoli na nowo zaistnieć Elvisowi w świadomości milionów widzów – w tym być może również także i nowego pokolenia jego fanów ale także pozwoli na nowo odbudować jego wizerunek jako człowieka oraz prawdziwego artysty, który w połowie lat pięćdziesiątych na zawsze odmienił oblicze muzyki rozrywkowej XX wieku. „Nie ważne co się dzieje, nie ważne w jakim jest stanie – on po prostu nigdy nie fałszuje. A kiedy śpiewa jest wręcz uduchowiony„, ekscytował się reżyser.

A my cierpliwie czekamy na polską premierę…

2 komentarze

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Warning: array_push() expects parameter 1 to be array, null given in /home/elvispro/domains/elvispromisedland.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-auto-translate-free/classes/class-wp-translatorea-connector.php on line 29