KID GALAHAD – Na ringu z Elvisem Presleyem
KID GALAHAD
– Na ringu z Elvisem Presleyem –
(część 2)
Mariusz Ogiegło
Przygotowania do realizacji filmu rozpoczęły się w poniedziałek, 23 października 1961 roku. Elvis przyleciał do Los Angeles jednak już dwa dni wcześniej, w sobotę 21 października (i niespełna tydzień po zakończeniu nagrań w Studio B w Nashville). W drodze towarzyszyli mu jak zawsze członkowie najbliższej rodziny oraz kilku zaufanych współpracowników. Tym razem jego gwardię przyboczną stanowili Charlie Hodge, Joe Esposito oraz kuzyn Billy Smith. Na krótko przed wylotem do ekipy dołączył również Marty Lacker (a właściwie Martin J. 'Marty’ Lacker bo tak brzmiało jego pełne imię i nazwisko) – przyjaciel Presleya jeszcze z czasów szkoły średniej. „Nie byliśmy z Elvisem jakimiś wyjątkowymi przyjaciółmi w Humes„, opowiadał w trakcie naszej rozmowy współpracownik i doradca piosenkarza. „Znaliśmy się głównie z powodu sposobu ubierania – tak odmiennego od reszty facetów w tamtym czasie„.
Kilka lat później (od roku 1957) Marty zaczął z przerwami pracować dla Elvisa ale jak wspominał w trakcie naszego wywiadu, propozycję wyjazdu na plan zdjęciowy „Kid Galahad”, Presley złożył mu dosłownie na dzień przed wylotem do Los Angeles: „Poproszono mnie bym po wyjściu z wojska zajął się nim kiedy będzie przebywał w Graceland„, wyjaśniał. „Zacząłem więc kolegować się z nim i pozostałymi chłopakami a przy okazji spędzać każdą noc w jego posiadłości gdy tylko on w niej przebywał. W tym samym czasie zacząłem jednak nadawać swoją audycję radiową poza miastem, dlatego też przez kilka następnych lat wpadałem tylko do jego domu żeby się z nim spotkać. W końcu, w roku 1960, rozpocząłem pracę w rozgłośni radiowej w Memphis. Pewnej nocy, roku 1961, kiedy siedzieliśmy w sali bilardowej w Graceland, Elvis zapytał mnie czy nie chciałbym dla niego pracować. Następnego dnia ruszał do Hollywood kręcić 'Kid Galahad’. Oczywiście, przyjąłem jego ofertę„.
Oprócz wyżej wymienionych, Elvis ściągnął do Los Angeles także Alana Fortasa, Reda Westa oraz jego kuzyna, Sonny’ego. „Przez cały czas wciąż pobierałem lekcje aktorstwa u Corry’ego Allena„, pisał w swojej książce „Elvis. Still Taking Care Of Business”, Sonny. „I wtedy właśnie Elvis dał mi kolejną szansę. Pod koniec października zadzwonił do mnie osobiście z propozycją współpracy przy filmie 'Kid Galahad’ dla United Artists„.
Najbardziej nietypowym uczestnikiem październikowego wypadu do Hollywood okazał się jednak szympans imieniem Scatter. Jeszcze do niedawna tytułowa gwiazda programu telewizyjnego „Świat Scattera” emitowanego przez stację WMC-TV z Memphis.
Zdaniem prowadzącego show – kapitana Billa Killebrewa, który notabene odsprzedał go później Presleyowi – zwierzak „był mądrzejszy niż niektórzy ludzie, których znał„.
Scatter szybko stał się ulubieńcem zarówno samego Elvisa, który ponoć sam kupował mu i zakładał przypominające ludzkie ubrania, jak i pozostałych członków tzw. Mafii z Memphis, uwielbiającym przyglądać się płatanym przez niego figlom. Nic więc dziwnego, że wokół zachowania – niejednokrotnie trudnego do opanowania szympansa – szybko narosło wiele plotek i mitów. Część źródeł do dzisiaj z resztą z lubością powtarza historie o nadużywaniu przez niego alkoholu czy… podciąganiu dziewczynom spódnic.
Po przybyciu do Los Angeles Elvis wraz ze swoją świtą spędził weekend w wynajmowanej przez siebie posiadłości przy 525 Perugia Way w Bel Air. Warto przy okazji wspomnieć, że były to jego ostatnie tygodnie w tej rezydencji przed ponad roczną przerwą. 22 listopada Presley przeprowadził się bowiem na krótko do oddalonego o niespełna półtora kilometra, niezwykle okazałego domu przy 10539 Bellagio Road (również położonego w dzielnicy Bel Air).
Historia powyższej posiadłości zaprojektowanej przez słynnego architekta Wallace’a Neffa dla potentata filmowego Sola Wurtzela, była jednak znacznie dłuższa niż czas spędzony w niej przez Elvisa. Ten wynajmował ją bowiem tylko przez czternaście miesięcy – od listopada 1961 roku do stycznia 1963 roku – po czym wrócił do domu przy Perugia Way w Bel Air.
Zdaniem serwisu Cinema Scholars, „Elvis nie lubił mieszkać w domu przy 10539 Bellagio Road z uwagi na jego rozmiar i nadmierny przepych„. Z tym ostatnim, nie sposób się z resztą nie zgodzić. Dom o powierzchni 13 300 stóp kwadratowych, wzniesiony na działce liczącej półtora akra, zewsząd otaczały bajeczne ogrody, luksusowy basen a nawet korty tenisowe.
Pierwsze spotkanie przedprodukcyjne zorganizowano w poniedziałek 23 października w studiach United Artists. Oprócz Presleya wzięli w nim udział także producent David Weisbart oraz Phil Karlson (a właściwie Philip N. Karlstein). Pięćdziesięciotrzyletni reżyser znany głównie z brutalnych kryminałów oraz filmów noir takich jak „Kansas City Confidential”, „Scandal Sheet”, „Hell’s Island” czy „The Phenix City Story”.
Rozmowy w trakcie spotkania skupiały się przede wszystkim na kwestii garderoby oraz stosownego makeupu. Tym bardziej, że – jak pisze w swoim opracowniu Alan Hanson – „największym wyzwaniem dla Elvisa było przekonanie widzów, że wygląda jak prawdziwy bokser„. W tym celu, o czym wspomina autor książki „Elvis ’57. The Final Fifties Tours”, David Weisbart zdecydował się nawet rozesłać do mediów zdjęcia piosenkarza w pełnej charakteryzacji. Dzięki temu opinia publiczna mogła nie tylko przekonać się jak gwiazdor będzie prezentował się na ringu lecz także wyrazić swoje zdanie na temat jego nowej roli.
Profesjonalny makijaż nie kończył jednak przygotowań Presleya do roli Waltera Gulicka. Chcąc, by Elvis wypadł jak najbardziej przekonująco, Weisbart zorganizował mu także serię intensywnych treningów pod okiem byłego mistrza juniorów wagi półśredniej, Mushy’ego Calahana (a właściwie Vincenta Morrisa Scheera, bo tak brzmiało jego prawdziwe imię i nazwisko). „Ćwiczymy tylko te układy, które Elvis musi później wykonywać na ringu, a które całkiem dobrze zdaje się rozumieć„, wspominał w jednym z wywiadów Calahan. „(Elvis, przyp. autor) Nie boi się uderzeń, ale oczywiście nie chce stracić zębów„.
W innym wywiadzie z kolei Calahan mówił: „Z całą szerością mogę powiedzieć, że ten chłopak mógłby zarabiać na życie pięściami zamiast głosem. Oczywiście, gdyby tylko chciał. Wiesz, aktorzy zwykle nie lubią obrywać po twarzy ale jemu to zupełnie nie przeszkadzało. Obserwowałem go jak przygotowywał się do scen walki i widziałem jak sam uderza się w twarz żeby się zahartować. Elvis Presley był najlepszym z moich podopiecznych. To naprawdę miły facet. Zawsze punktualny i naprawdę zainteresowany nauką. Nigdy wcześniej nie miał na sobie rękawic ale był twardy. Karate, judo, on znał się na wszystkim. Powiedziałbym nawet, że na ulicy Elvis poradziłby sobie lepiej ze wszystkich. Był naprawdę miłym facetem„.
Jeszcze więcej światła na temat współpracy Presleya z popularnym bokserem rzucił przed kilku laty serwis Boxing.com. W artykule zatytułowanym „Mushy Calahan: trener gwiazd” można było przeczytać m.in taki fragment: „Na początku lat sześćdziesiątych Mushy pracował nad remakiem filmu 'Kid Galahad’ z udziałem Elvisa Presleya. 'Król’ miał już wtedy czarny pas w karate o boksie wiedział raczej niewiele. Elvis był uprzejmy, wygadany i postępował zawsze według wskazówek. Calahan nauczył go podstaw, opracował choreografię jego ciosów oraz pracy nóg. Dodatkowo do zabezpieczenia twarzy Presleya użyto specjalnie zaprojektowanych przez Calahana rękawic. Ich frontowa część, jedna z trzech, była pusta w środku niczym paczka chipsów ziemniaczanych. Kiedy więc ktoś uderzał Elvisa w twarz, przebijał ją jak podczas walki na poduszki„.
A ponieważ do żadnej ze swojej wcześniejszej ani późniejszej roli Elvis nie podchodził i nie przygotowywał się w tak ambitny sposób, nie dziwi fakt, że na temat wielogodzinnych, morderczych, a czasami również niebezpiecznych treningów rozpisywali się wszyscy – od jego współpracowników aż po późniejszych biografów.
W książce „Elvis. Still Taking Care Of Business” Sonny West przypomniał m.in o groźnie wyglądającym wypadku, podczas którego doznał poważnej kontuzji kolana: „’Sonny, pokaż mojemu kumplowi co ty i Elvis zamierzacie zrobić na ringu’, powiedział Mushy zapraszając mnie gestem na ring przy wejściu dla artystów, przy którym stało dwóch mężczyzn. Chwilę później Mushy i ja przyjęliśmy pozycje bokserskie. Kiedy jednak wyprowadziłem pierwszy cios, moja lewa stopa ześlizgnęła się z krawędzi ringu a kolano boleśnie się skręciło. Upadłem a kolano zablokowało się w takiej pozycji, że nie mogłem go wyprostować. Alan Fortas zabrał mnie do pobliskiej przychodni a następnie do ortopedy. Okazało się, że chrząstka w kolanie była naderwana i lekarz nie mógł odblokować stawu. Przyjął mnie więc do szpitala a następnego dnia przeprowadził operację. W scenie walki zastąpił mnie Red„.
Inną historią podzielił się natomiast Billy Smith, kuzyn Elvisa. „Mushy był obecny na planie by pokierować trochę Elvisem w ruchach bokserskich i tego typu rzeczach. Pewnego razu gdy sparowali, Elvis lekko uderzył starego zawodowca w głowę, na co Mushy zażartował, że teraz prawdziwą walkę będą musieli stoczyć stojąc w miejscu”.
Według relacji świadków, Elvis ćwiczył po kilka godzin dziennie. Rano biegał kilkukilometrowe trasy wokół miejscowości Idyllwid, w której realizowano plenery, popołudniami uczył się wyprowadzania ciosów na workach treningowych a później boksował na ringu m.in z Mashy Calahanem. „Presley przeszedł solidny trening połączony z dietą proteinową, a za sparingpartnerów miał młodych, początkujących zawodowców„, napisał wiele lat później Leszek C. Strzeszewski.
Mushy Calahan (którego notabene również można było zobaczyć w gotowym już filmie jako sędziego ostatniej walki tytułowego Galahada) nie był bowiem jedynym zawodowym bokserem, którego zaangażowano do nowej produkcji United Artists.
Na planie pojawił się również Orlando de la Fuente (skrzyżował z Elvisem rękawice w finałowej walce jako Ramona 'Sugarboy’ Romero), jego brat Ramon oraz Harold 'Tommy’ Hart. „Elvis zdecydowanie miał potencjał by zostać bokserem„, wspominał w jednym z wywiadów Orlando de la Fuente. „Pozycja w której walczył zbliżona była do pozycji karate. Ja natomiast używałem 'kątów’ – takiej pozycji bokserskiej. Elvis był najfajniejszym facetem na świecie. Przychodził na plan i codziennie rozdawał cygara z pudełka z napisem 'Have a Tampa’„.
W innym miejscu natomiast, popularny bokser zapamiętał, że Elvis był bardzo uważnym obserwatorem i bardzo pojętnym uczniem.
Z kolei brat Orlanda, Ramon, który na co dzień był bokserem wagi półciężkiej, na długo zapamiętał natomiast moment, w którym Elvis wymierzył mu solidny cios… „Pewnego dnia Elvis naprawdę mocno mnie uderzył„, wspominał. „Była tam taka jedna scena, w której walczyliśmy już po gongu. Przywalił mi wtedy solidnym prawym sierpowym prosto w szczękę. Tego nie było w scenariuszu, ale ponieważ scena wypadła naprawdę dobrze, to ją zostawili„.
CDN.
CZĘŚĆ 1



