ELVIS PRESLEY – 70 lat temu ukazał się debiutancki longplay króla rock’n’rolla
„Nigdy dotąd nie słyszeliśmy takich amerykańskich głosów. Wszyscy śpiewali jak Sinatra„. John Lennon
23 marca 1956 roku do sklepów trafił album, który nie tylko wywrócił do góry nogami cały ówczesny świat muzyki rozrywkowej ale okazał się również kamieniem milowym w karierze odnoszącego coraz większe sukcesy Elvisa Presleya. Płyta, która do dzisiaj zachwyca i inspiruje kolejne pokolenia muzyków…. Siedemdziesiąt lat temu ukazał się longplay „ELVIS PRESLEY”.
Najgorszy interes życia?
W 1955 roku Elvis Presley, choć miał na koncie zaledwie kilka singli nagranych dla lokalnej wytwórni SUN w Memphis, był już prawdziwą sensacją na Południu Stanów Zjednoczonych. Nie tylko z powodu swojego „własnego charakterystycznego sposobu” śpiewania ale również (a może i przede wszystkim) z uwagi na rytmiczne ruchy biodrami, które budziły tyle samo zachwytu (głównie wśród nastolatków) co kontrowersji i oburzenia. W szczególności wśród dorosłej, konserwatywnej części widowni.
Nic więc dziwnego, że w krótkim czasie Presleyem zaczęli interesować się również spece od lokalnego show biznesu. Jednym z nich, który skutecznie przekonał do siebie młodą gwiazdę (i jej rodziców ponieważ w myśl amerykańskiego prawa dwudziestoletni Elvis nie jeszcze osobą pełnoletnią) był urodzony w Holandii, Thomas Andrew Parker (właściwie Andreas Cornelis van Kuijk) – w środowisku artystycznym znany jako Pułkownik Tom Parker.
Menedżer znany dotąd ze współpracy z takimi gwiazdami jak Gene Austin czy Eddy Arnold zwrócił uwagę na nastoletniego wokalistę z Memphis podczas jego występu w ramach programu Louisiana Hayride w Shreveport w stanie Luizjana, 15 stycznia 1955. Promotor miał przybyć na niego w towarzystwie swojego późniejszego asystenta, Toma Diskina.
Widząc drzemiący w Presleyu potencjał, promotor, zaproponował mu swoje usługi. A kilka miesięcy później, 18 sierpnia, oficjalnie został jego menedżerem.
O tym w jaki sposób będzie zarządzał karierą artysty zarówno sam Elvis jak i producent Sam Phillips mieli przekonać się już w niedługim czasie. Parker uznał bowiem, że wydawnictwo z tak niewielkimi możliwościami jak SUN Records było wystarczające na początku muzycznej drogi Elvisa. Teraz, gdy jego kariera rozwijała się w zawrotnym tempie potrzebował on już dużej, ogólnokrajowej wytwórni, która byłaby w stanie zapewnić mu dalszy rozwój.
Podobnie uważał zresztą Phillips, któremu przez lata zarzucano, że sprzedając Elvisa innej marce zrobił „najgorszy interes swojego życia”. Producent miał jednak świadomość tego, że nabierająca na sile kariera Elvisa wymaga czegoś więcej niż on sam mógł zaoferować – dużego studia i profesjonalnej promocji, a co za tym idzie dużych środków finansowych, którymi jego lokalne studio nagraniowe zwyczajnie nie dysponowało. Dalsze trzymanie Elvisa w SUN byłoby więc nie tylko niesprawiedliwe ale i krzywdzące dla tak dobrze rokującego artysty.
Nieoficjalnie mówiło się jednak, że cała sytuacja miała też swoje drugie dno. Osoby wtajemniczone w ówczesną sytuację wydawnictwa wyjawiły po latach, że producent, potrzebował wręcz solidnego zastrzyku gotówki by zapewnić swojemu studiu płynność finansową a tym samym jego dalsze, normalne funkcjonowanie.
Na mocy kontraktu z 15 listopada 1955 roku (podpisanego tydzień później, 21 listopada, w SUN Studio w Memphis) Elvis Presley oficjalnie zakończył więc swoją krótką współpracę z SUN Studio a rozpoczął trwającą ponad dwadzieścia lat współpracę z potentatem na rynku wydawniczym – firmą RCA Victor, która jako jedyna była w stanie sprostać postawionym przez Phillipsa i Parkera warunkom, 35 tysięcy dolarów dla wytwórni i dodatkowych pięciu tysięcy jako premii dla Elvisa (Presleya nie były w stanie wykupić ani Columbia Records ani Atlantic Records, choć szefowie tej ostatniej byli ponoć gotowi nawet zadłużyć firmę byle tylko mieć piosenkarza u siebie). Była to suma niebotyczna jak na ówczesne czasy!
Heartbreak Hotel
Wraz z Elvisem szefowie RCA nabyli jednak również prawa do wszystkich nagranych przez niego w latach 1953 – 1955 utworów. A to z kolei teoretycznie dawało możliwość szybkiego wypuszczenia na rynek pierwszej płyty długogrającej młodego artysty. W praktyce jednak obawiano się, że nie wszystkie przejęte od poprzedniej wytwórni piosenki będą nadawały się do tzw. komercyjnego użytku.
Na początku stycznia 1956 roku zorganizowano więc sesję nagraniową, której nadrzędnym celem było pozyskanie kilku nowych piosenek na single oraz materiału na debiutancki album Elvisa.
Nagrania odbyły się 10 i 11 stycznia w należącym do RCA studiu w Nashville. Wybór studia nie był przypadkowy. Producent Steve Sholes był bowiem zdania, że dźwięk uzyskany w Nashville będzie najbliższy temu znanemu z dotychczasowych singli Presleya.
Do udziału w sesji oprócz wszystkich członków zespołu Elvisa (tj. gitarzysty Scotty Moora, basisty Billa Blacka oraz perkusisty D.J. Fontany) zaangażowano również klawiszowca Floyda Cramera oraz dodatkowego gitarzystę, Cheta Atkinsa (wówczas prawdziwą legendę w środowisku muzycznym).
Dla uzyskania pełniejszego brzmienia nagrania wzbogacono natomiast o dodatkowy akompaniament wokalny, który zapewniło trzech wokalistów, Gordon Stoker z kwartetu The Jordanaires oraz Ben Speer i Brock Speer z formacji Speer Family.
Sesję rozpoczęto wczesnym popołudniem (około godziny czternastej) nową, dynamiczną wersją rythm’n’bluesowego przeboju Raya Charlesa z 1954 roku, „I Got A Woman”.
Chwilę później natomiast rozpoczęto pracę nad opartą na autentycznym liście pożegnalnym, kompozycją Mae Boren Axton i Thomasa Durdena, „Heartbreak Hotel”.
„Jedną z rzeczy, które zachwyciły mnie podczas sesji był moment, w którym (Bob, przyp. autor) Ferris (inżynier dźwięku, przyp. autor) i (Chet, przyp. autor) Atkins próbowali skopiować efekt echa, który Sam (Phillips, przyp. autor) uzyskiwał w Memphis”, zapamiętał gitarzysta Scotty Moore. “W 'Heartbreak Hotel’ do wokalu Elvisa dodano slapback lub jakby to powiedziano dzisiaj opóźnienie a następnie nagrano piosenkę w przedpokoju studia. Mieli głośnik ustawiony na jednym końcu tego długiego korytarza i mikrofon na drugim. Na drzwiach natomiast wywiesili kartkę z informacją: 'nie otwierać drzwi kiedy pali się czerwone światło’”.
Wówczas jednak nikt z obecnych w studiu nie zdawał sobie nawet sprawy z faktu, że w tych właśnie okolicznościach nagrano pierwszy ogólnoświatowy przebój Elvisa Presleya, który nie tylko zachwyci wciąż powiększające się grono jego wielbicieli lecz także zainspiruje całe pokolenia wybitnych muzyków.
Pierwszy dzień nagrań w Nashville zwieńczyło „Money Honey” z repertuaru cenionej przez Elvisa grupy The Drifters. Nagrana przez zespół Clyde McPhattera w 1953 roku piosenka od dłuższego czasu zresztą gościła już w jego koncertowym repertuarze.
„Elvis nagrywał dla RCA w taki sam sposób w jaki nagrywał dla SUN”, pisał w jednym ze swoich opracowań Collin Escott. „Próbował tego. Próbował tamtego. Grał swoje ulubione rzeczy”. W rezultacie wynikiem jego pierwszej sesji nagraniowej dla nowej wytwórni była niezwykła kombinacja gatunków muzycznych – począwszy od czarnego bluesa poprzez standardy muzyki pop a na przebojach country, takich jak nagrane następnego dnia „I’m Counting On You”, skończywszy.
W myśl obowiązującej w latach pięćdziesiątej polityki wydawniczej, piosenki które miały większy od reszty nagranego materiału potencjał komercyjny, wydawano na singlu (lecz nie umieszczano ich już następnie na płycie. Ta sytuacja miała ulec zmianie dopiero w następnej dekadzie).
Z tego też powodu ani, bezsprzecznie najlepszy z całej styczniowej sesji, „Heartbreak Hotel” ani urokliwa ballada „I Was The One” nie weszły w skład debiutanckiego albumu Elvisa. Zostały natomiast wykorzystane do jego promocji.
Singiel z obydwoma utworami trafił do sklepów 27 stycznia 1956 roku, na dzień przed debiutem Presleya w ogólnokrajowej telewizji.
Od samego początku zdania na jego temat były mocno podzielone. Ogólnonarodowemu zachwytowi młodzieży zdawał się przyklaskiwać branżowy magazyn Billboard pisząc, że „Heartbreak Hotel” jest „mocną bluesową rzeczą pełną klasycznego stylu i świetnego beatu”. O wiele chłodniej natomiast piosenkę przyjęto za Oceanem. W brytyjskim New Musical Express krytycy nie zostawili na przeboju Presleya przysłowiowej 'suchej nitki’. W recenzji singla napisano wprost, że „jeśli cenisz sobie dobry śpiew nie sądzę byś dotrwał do końca tej płyty”.
Najbardziej emocjonalną i osobistą opinię na temat „Heartbreak Hotel” wyraził jednak wiele lat później, bo w roku 1975, John Lennon. W wywiadzie dla tej samej gazety, która kilka lat wcześniej tak niepochlebnie wyraziła się na temat piosenki powiedział: „kiedy pierwszy raz usłyszałem 'Heartbreak Hotel’ nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić o czym on opowiadał. To było tylko doświadczenie słuchania i obserwowanie moich włosów stających na baczność. Nigdy dotąd nie słyszeliśmy takich Amerykańskich głosów. Dotąd wszyscy śpiewali jak Sinatra i bardzo dobrze się wypowiadali. Nagle na taśmie pojawia się echo i rozgrywają się wszystkie te bluesowe rzeczy. Nie wiedzieliśmy o czym śpiewa Elvis… Praca nad tym co tam się dzieje zajęła nam wiele czasu. Dla nas brzmiało to jak hałas, który był wspaniały”.
Niedługo po premierze płyty „hałas”, o którym mówił Lennon zawojował najważniejsze listy przebojów stając się pierwszym ogólnoświatowym przebojem Elvisa. W samych tylko Stanach Zjednoczonych utwór „Heartbreak Hotel” dotarł do szczytu trzech najważniejszych rankingów sporządzanych przez magazyn Billboard – Pop, Rythm’n’bluesa a także Country & Western.
Pomimo nie najlepszej prasy także i Wielkiej Brytanii singiel z utworami „Heartbreak Hotel” i „I Was The One” ostatecznie uplasował się na tamtejszej Oficjalnej Liście Przebojów na wysokiej drugiej pozycji i spędził w zestawieniu aż dwadzieścia dwa tygodnie!
Po zaledwie trzech miesiącach sprzedaży, w kwietniu 1956 roku, singiel osiągnął rekordową liczbę miliona sprzedanych egzemplarzy i został nagrodzony przez Zrzeszenie Amerykańskich Wydawców Muzyki (RIAA) Złotą Płytą – pierwszą w karierze Elvisa.
ELVIS PRESLEY

W czasie gdy nowy singiel Presleya podbijał światowe rynki muzyczne on sam zadebiutował w telewizji (28 stycznia 1956 roku), w programie „The Dorsey Brothers Stage Show” emitowanym przez stację CBS. Na ekranie wykonał dwie kompozycje – medley utworów „Shake Rattle And Roll” i „Flip, Flop And Fly” oraz nagraną kilka tygodni wcześniej „I Got A Woman”.
Dwa dni później natomiast wziął udział w kolejnej sesji nagraniowej. Ta odbyła się w nocy z 30 na 31 stycznia 1956 roku w nowojorskim studiu RCA Victor. Tym razem do nagrań oprócz członków zespołu Elvisa zatrudniono pianistę Shorty Longa.
W tym składzie zarejestrowano aż sześć nowych piosenek, z których aż cztery, tj. „Blue Suede Shoes”, „One-Sided Love Affair”, „I’m Gonna Sit Right Down And Cry (Over You)” oraz „Tutti Frutti”, wykorzystano na pierwszym studyjnym albumie Elvisa. „To była ciężka praca ponieważ on, Elvis, śpiewał z całego swojego wnętrza”, podsumował na łamach wydanego w 1956 roku magazynu „Amazing Elvis Presley” jeden z inżynierów dźwięku.
23 marca 1956 roku długo wyczekiwany longplay będący niebezpieczną i niepoprawną jak na drugą połowę lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku mieszanką czarnego rythm’n’bluesa, rockabilly, białego country i popu trafił do sprzedaży. Płyta ukazała się pod numerem katalogowym LPM-1254.
Na ikonicznej dzisiaj frontowej okładce (stała się inspiracją m.in dla zespołu The Clash i K.D.Lang) zamieszczono zdjęcie z koncertu Elvisa w Fort Homer Hesterly Armory w Tampie na Florydzie wykonane przez Williama V. 'Reda’ Robertsona. Na czarno – białej fotografii natomiast różową i zieloną czcionką wypisano tytuł płyty – „Elvis Presley”. Po prostu.
Na odwrocie z kolei wydawca umieścił listę dwunastu piosenek będących kombinacją pięciu niepublikowanych wcześniej utworów z okresu współpracy z SUN Studio oraz siedmiu nagranych już dla RCA, serię czarno – białych zdjęć Elvisa wykonanych 1 grudnia 1955 roku w studiu RCA Victor (czasami błędnie opisywanych dzisiaj jako zdjęcia z pierwszej sesji nagraniowej) oraz krótką notatkę, w której oprócz przypomnienia pokrótce historii i przebiegu dotychczasowej kariery młodego artysty można było przeczytać także takie zdanie: „Elvis jest na dzisiejszej scenie najbardziej oryginalnym artystą wykonującym popularne piosenki rytmiczne. Jego sposób śpiewania zdecydowanie wyróżnia się nie tylko na płytach ale jest także widoczny w jego wyglądzie osobistym co z kolei przekłada się na jego powszechną popularność, szczególnie wśród nastoletniej publiczności”.
Oryginalność Elvisa dostrzegł także magazyn Billboard pisząc w przedpremierowej recenzji płyty (opublikowanej 14 marca 1956 roku), że „w tej kolekcji Presley prezentuje materiał będący mieszanką hillbilly i rock’n’rolla począwszy od takich współczesnych klasyków jak 'Tutti Frutti’ aż po starsze 'Blue Moon’ Rodgersa i Harta, w którym efekt echa i niektóre zaśpiewy falsetem czynią piosenkę niemal nierozpoznawalną”.
Jeszcze tego samego miesiąca (31 marca 1956) Billboard poświęcił Elvisowi (i jego nowej płycie) całą stronę. Pierwszą w dotychczasowej karierze artysty. Artykuł zatytułowany „A Red Hot Star Is Born On RCA Victor Records” zawierał m.in. duże zdjęcie okładki albumu oraz formularz zamówieniowy. Pierwsza płyta przyszłego króla rock’n’rolla kosztowała wówczas 3.98$
„Elvis Presley” w błyskawicznym tempie poszybował na szczyt zestawienia najlepiej sprzedających się płyt według cytowanego wyżej pisma. Na pierwszym miejscu płyta utrzymywała się przez kolejnych dziesięć tygodni zapoczątkowując tym samym długą listę rekordów, które artysta ustanawiał na przestrzeni całej swojej późniejszej kariery!
Tym samym longplay stał się pierwszym w historii wytwórni RCA Victor, którego pierwsza edycja sprzedała się w rekordowym nakładzie trzystu tysięcy egzemplarzy.
O udanym debiucie Elvis mógł mówić również w konserwatywnej Wielkiej Brytanii. Pomimo początkowo nieprzychylnej prasy jego pierwszy album spędził w tamtejszym zestawieniu aż szesnaście tygodni docierając na początku listopada (notowanie z 10 listopada) do miejsca pierwszego.
Szacuje się, że do dzisiaj, debiutancki longplay Elvisa Presleya sprzedał się w nakładzie od ok. półtora do dwóch milionów egzemplarzy! W 1966 roku RIAA uhonorowała album Złotą płytą. Obecnie, płyta ma status platynowej. „ELVIS PRESLEY” znalazł się też na pięćdziesiątym szóstym miejscu w zestawieniu „500 Greatest Album Of All Time” magazynu Rolling Stone.
(Tekst na podstawie książki „Elvis. Wszystkie płyty króla 1956-1966”. Mariusz Ogiegło)



