FUN IN ACAPULCO – nie sposób powiedzieć 'nie’ w Acapulco

FUN IN ACAPULCO
– nie sposób powiedzieć 'nie’ w Acapulco –
(część 2)

Mariusz Ogiegło

Fot. Choć akcja „Fun In Acapulco” rozgrywa się w Meksyku to Elvis nigdy nie pojawił się w tym państwie.

Na kanwie swojego opowiadania Weiss stworzył scenariusz, który wkrótce posłużył jako podstawa dla kolejnego filmu z udziałem Elvisa Presleya – komedii o roboczym tytule „Vacation in Acapulco” („Wakacje w Acapulco”).

Podobnie jak kilka wcześniejszych produkcji Presleya, obraz ten wyprodukował Hal B.Wallis. Reżyserii podjął się natomiast Richard Thorpe (właśc. Rollo Smolt Thorpe). Ten sam, który sześć lat wcześniej pracował z Elvisem na planie jego trzeciego filmu, „Jailhouse Rock”. „Elvis był uprzejmy, chętny do współpracy i nigdy nie sprawiał reżyserowi żadnych trudności” – wspominał w jednym z nielicznych wywiadów reżyser, któremu popularność przyniosła między innymi seria filmów o przygodach Tarzana – pracował przy obrazach: „Tarzan Escapes”, „Tarzan Finds a Son!”, „Tarzan’s Secret Treasure” i „Tarzan’s New York Adventure” oraz produkcjach takich jak „Ivanhoe” czy „The Prisoner Of Zenda”.

Mexico

Pierwsze wzmianki na temat nowego filmu z udziałem Elvisa zaczęły ukazywać się w prasie już pod koniec 1962 roku. Co ciekawe, pochodziły one głównie z popularnych meksykańskich dzienników, które, powołując się na doniesienia lokalnego oddziału agencji United Press, utrzymywały, że słynny piosenkarz przyleci do Meksyku bezpośrednio z Los Angeles, aby wziąć udział w zdjęciach do swojego kolejnego filmu zatytułowanego „Fiesta in Mexico”.

Co więcej, zdaniem przedstawicieli lokalnych mediów, dwudziestoośmioletni piosenkarz, miał spędzić w Meksyku kilka tygodni, pozostając przy tym zupełnie incognito.

Tyle, że wszystkie te rewelacje opisane w meksykańskich gazetach już od początku budziły spore wątpliwości i wydawały się trudne do zrealizowania.

Po pierwsze z powodu skali ówczesnej popularności i rozpoznawalności Elvisa, które w znacznym stopniu uniemożliwiałyby utrzymanie w tajemnicy jego obecności w kraju.

A po drugie – i być może nawet ważniejsze – z racji nieprzychylności władz Meksyku, które jeszcze w latach pięćdziesiątych dały jasno do zrozumienia, że Elvis nie jest mile widzianą osobą w ich kraju.

A wszystko przez krótki obraźliwy komentarz, którego Presley miał się rzekomo dopuścić w 1957 roku udzielając wywiadu dziennikowi Excelsior. W rozmowie z felietonistą Federico de Leonem, piosenkarz miał ponoć stwierdzić że „nigdy nie chciałby śpiewać w Meksyku ponieważ ten kraju budzi w nim obrazę i wolałby pocałować trzech Afroamerykaninów zamiast jednej Meksykanki1.

Rzecz w tym, że cała powyższa wypowiedź została sfabrykowana a sam wywiad, który miał odbyć się podczas rzekomej wizyty Presleya w Tijuanie – meksykańskim mieście, którego Elvis nigdy nie odwiedził – w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca.

Wówczas jednak mało kogo to interesowało, a konsekwencje opublikowanego na początku marca artykułu okazały się niezwykle poważne. Ówczesny meksykański minister edukacji, Jose Angel Ceniceros, nie tylko publicznie skrytykował Presleya, twierdząc, że prezentowany przez niego rock’n’rollowy styl „pozbawiony jest jakichkolwiek wartości estetycznych i przejawia wyraźnie pornograficzny charakter” lecz także zakazał mu występów w którymkolwiek z meksykańskich miast.

W kraju zaczęły narastać antypresleyowskie nastroje. Z dnia na dzień stacje radiowe w całym Meksyku przestały emitować nagrania Elvisa (zakaz obowiązywał aż do roku 1959), a jego płyty spalono publicznie na głównym placu stolicy – Zocalo.

Fot. Władze Meksyku już w latach 50-tych zabroniły Presleyowi występu w kraju

Na domiar złego, w miejscowych kinach, które wyświetlały filmy z Elvisem w roli głównej, zaczęło dochodzić do gwałtownych zamieszek i starć z policją. Podczas premiery „King Creole” w 1959 roku zatrzymano aż sto osób. Niestety sytuacja ta powtórzyła się również dwa lata później, gdy na ekrany weszła komedia „G.I.Blues”.

Biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wspomniane okoliczności, ściąganie Presleya na plan filmowy do Meksyku wydawało się więc nie tylko nieodpowiedzialne ale i ryzykowne – zarówno dla samego piosenkarza jak i pozostałych członków obsady. Co więcej, mogło też narazić produkcję na niepotrzebne, a co gorsza, kosztowne opóźnienia.

Mając na względzie powyższe, Hal Wallis uznał, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem całej tej sytuacji będzie nakręcenie w Acapulco jedynie samych plenerów, a w scenach, w których niezbędna byłaby obecność Presleya, wykorzystanie jego dublera. I tak też się stało.

Równolegle z zapadającymi w Hollywood kluczowymi dla przyszłej produkcji decyzjami do prasy – tym razem amerykańskiej – zaczęło docierać coraz więcej szczegółów (choć wciąż jeszcze nie do końca zgodnych z prawdą) na temat trzynastego już filmu Elvisa.

Jedne z pierwszych wyjawiła swoim czytelnikom Louella Parsons – jedna z najbardziej poczytnych ówczesnych amerykańskich felietonistek, której teksty w szczytowym okresie popularności docierały do niemal dwudziestu milionów osób.

W swojej kolumnie z 6 grudnia 1962 roku, dziennikarka wspomniała, że nowy film Presleya będzie zatytułowany „Fun In Acapulco” (a nie jak donosiły meksykańskie media „Fiesta in Mexico”) a jego akcja będzie rozgrywać się w Acapulco, a nie jak informowano wcześniej w Meksyku.

W swoim artykule Parsons uchyliła też rąbka tajemnicy na temat obsady powstającego filmu. „Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam jakieś wiadomości na temat Ursuli Andress, aż tu nagle jej nazwisko pojawia się obok Elvisa Presleya w komedii 'Fun In Acapulco’ Hala Wallisa„, pisała autorka pierwszej amerykańskiej kolumny w całości poświęconej kinu. „Jeśli dobrze zapamiętałam Ursulę, to raczej nie wybrałabym jej na ekranową partnerkę Elvisa – ale minęło tyle czasu odkąd ją widziałam, że mogła się zmienić.

Ostatnie wieści jakie miałam na jej temat dotyczyły chyba jej ślubu z Johnem Derekiem (amerykańskim aktorem, filmowcem i fotografem, przyp. autor) i wyjazdu do Europy gdzie miała kręcić filmy. Najnowszym, zrealizowanym w Londynie, był 'Dr. No’.

Tak czy inaczej, tuż po świętach Ursula wraz z Elvisem i resztą ekipy rusza na zdjęcia do Meksyku„.

Zanim jednak urodzona w szwajcarskim miasteczku Ostermundigen aktorka i modelka otrzymała rolę Marguerity Dauphin – pięknej kierowniczki hotelu, w którym pracuje i występuje kreowany przez Presleya Mike Windgren – przeszła długą i nie zawsze usłaną sukcesami drogę do kariery.

Ursula Andress przyszła na świat 19 marca 1936 roku jako jedno z sześciorga dzieci Anny i Rolfa Andressów. Miała pięcioro rodzeństwa: brata Heinza oraz siostry Erikę, Charlotte, Giselę i Katy. Jej ojciec, niemiecki dyplomata, został jednak wydalony ze Szwajcarii z powodów politycznych. A przynajmniej taki, dość ogólny powód, podaje większość dostępnych współcześnie źródeł. Sama aktorka również rzadko wypowiadała się na jego temat w swoich wywiadach.

Nieoficjalnie mówiło się jednak, że Rolf Andress był powiązany z niemieckimi środowiskami nazistowskimi i to właśnie one stały się bezpośrednią przyczyną jego wydalenia z kraju. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że powyższej teorii nie uwiarygadniają żadne dokumenty ani źródła historyczne.

Podobnie jak tego co działo się z nim po wyjeździe ze Szwajcarii. O dalszych losach ojca przyszłej gwiazdy filmowej, różne źródła podawały różne wersje. Według jednych zaginął on podczas II Wojny Światowej. Według innych, po zakończeniu wojny ślad po nim zaginął i nikt nie miał już więcej rzadnych informacji na jego temat.

Faktem natomiast jest, że Ursula dorastała pod okiem matki i dziadka – projektanta ogrodów. „Moje dzieciństwo było naprawdę wyjątkowe, niemal jak w XVII wieku„, wspominała w wywiadzie dla dziennika Guardian w 2002 roku. „Mój dziadek był bardzo surowym człowiekiem Mieszkaliśmy w dużym domu z rozległą szkółką roślin. Musiałam bardzo ciężko pracować w szklarniach a wieczorami czyścić piece. Pracowałam naprawdę dużo. To nauczyło mnie szacunku i dyscypliny co okazało się naprawdę bardzo cenną lekcją. Dało mi siłę, by stawiać czoła każdej przeszkodzie w życiu„.

Fot. Główną rolę kobiecą w „Fun In Acapulco” otrzymała szwedzka aktorka Ursula Andress

Liczne obowiązki oraz rodzinne zawirowania nie przeszkodziły jej jednak w zdobywaniu wykształcenia. Do szesnastego roku życia uczęszczała do szkoły w Brnie, po czym wyjechała do Paryża gdzie przez rok studiowała sztukę (pobierała lekcje tańca, rysunku i rzeźby). Stamtąd przeniosła się do Rzymu.

W stolicy Włoch po raz pierwszy zetknęła się ze światem filmu. Początkowo proponowano jej co prawda tylko niewielkie epizody w takich produkcjach jak „An American In Rome” czy „Sins Of Casanova” ale tyle wystarczyło by jej talent został dostrzeżony przez amerykańskich producentów filmowych.

Na początku 1955 roku Andress trafiła do Hollywood, gdzie wkrótce podpisała siedmioletni kontrakt z Paramount Pictures. Niestety jej nieznajomość i jednoczesna niechęć do nauki języka angielskiego nie dawały jej szans na zdobycie żadnych poważnych ról. „Większość swojego czasu spędzałam na oglądaniu starych filmów z Marlene Dietrich„, mówiła w 1963 roku.

Nie widząc najmniejszych rezultatów ani szans na sukces, władze Paramountu wycofały się z umowy po niespełna roku dając młodej aktorce możliwość wykupienia się z kontraktu.

Byłam taka szczęśliwa„, mówiła dziennikarzowi Guardiana. „Pieniądze nigdy nie były dla mnie aż tak ważne. Liczyła się jakość życia, którą ceniłam. Moja niezależność jest dla mnie bardzo ważna. Wolność to mój największy luksus – nie pozwalam sobie na bezmyślne wydawanie pieniędzy.

Pieniądze dają szczęście, nie zaprzeczam. Pomagają każdemu, ale nie powinniśmy porzucać dla nich naszych wartości„.

W 1956 roku Andress podpisała kolejny kontrakt. Tym razem z wytwórnią Columbia Pictures. Tyle, że nowa umowa wcale nie okazała się przełomową dla jej kariery. Problemem wciąż bowiem pozostawała słaba znajomość języka angielskiego. „Wtedy bardzo mi to przeszkadzało„, wspominała po latach aktorka. „Ale ciężko pracowałam nad swoim angielskim do kolejnych ról„.

W tamtym czasie, częściej niż o jej artystycznych dokonaniach, prasa rozpisywała się o jej licznych romansach. Aktorkę łączono m.in z Jamesem Deanem, Dennisem Hopperem czy Jeanem-Paulem Belmondo. Ostatecznie jednak w 1957 roku wyszła za mąż za amerykańskiego aktora Johna Dereka, z którym pod koniec lat pięćdziesiątych miała ponoć wystąpić w filmie „High Variety”. Obraz nie został jednak nigdy zrealizowany.

Wymarzoną rolę, która na zawsze odmieniła jej życie (jak również wywarła olbrzumi wpływ na dzieje ówczesnej kinematografii), otrzymała jednak dopiero kilka lat później, w roku 1962. „Nie miałam pojęcia, byłam nieśmiała i nie wierzyłam w siebie„, mówiła wspominając otrzymanie głównej kobiecej roli – pięknej Honey Ryder – w pierwszym filmie o przygodach Jamesa Bonda, nakręconym w Londynie „Dr. No”.

Dzięki ikonicznej dzisiaj scenie, w której wyłania się z morza ubrana w zapierające dech w piersiach białe bikini (które ponoć sama sobie uszyła będąc niezadowolona tym co zobaczyła w garderobie) z paskiem i przytwierdzonym do niego nożem myśliwskim, stała się prawdziwą sensacją.

Trudno sobie dzisiaj wyobrazić jaki wpływ wywarła w czasach przed rewolucją seksualną, kiedy od aktorek oczekiwano łagodności i uległości„, pisał o jej roli brytyjski Guardian. „Nie ma wątpliwości, że przyczyniła się do zmiany nastawienia, prezentując wizerunek kobiety równie niezależnej, co pożądanej„.

Paradoksalnie jednak, nawet w tak ważnej roli, oryginalny głos aktorki został zdubbingowany ponieważ producenci uznali, że poziom jej angielskiego wciąż nie jest wystarczający.

Fot. Ursula Andress (z lewej) początkowo obawiała się współpracy z Presleyem bo jak mówiła, informacje – głównie niepochlebne – na jego temat czerpała z prasy. Wszystko zmieniło ich pierwsze spotkanie na planie

„Dr. No” wszedł na ekrany kin pod koniec 1962 roku. Jego światowa premiera odbyła się w Londynie, 5 października 1962 roku. Do Stanów Zjednoczonych produkcja dotarła jednak dopiero w maju następnego roku, dlatego też wątpliwym pozostaje by Elvis słyszał cokolwiek o swojej ekranowej partnerce tuż przed rozpoczęciem zdjęć do „Fun In Acapulco”.

W odróżnieniu od Hala Wallisa, który prawdopodobnie pamiętał ją jeszcze z okresu wcześniejszej współpracy z Paramount Pictures.

Stąd też, po spektakularnym sukcesie „Dr. No”, producent błyskawicznie zaoferował jej kontrakt i rolę w swoim nowym filmie. Jej pierwszym nakręconym w Hollywood i pierwszym, w którym widzowie mogli usłyszeć jej prawdziwy głos. Po powrocie do USA, Andress nareszcie bowiem biegle posługiwała się językiem angielskim. „W filmie gram europejską księżniczkę, która spotyka Elvisa Presleya w Acapulco„, mówiła w jednym z wywiadów o swojej roli w „Fun In Acapulco”. „Teraz, kiedy w końcu nauczyłam się tak dobrze mówić po angielsku, muszę wyrobić sobie akcent. Szalone, nieprawdaż?„.

Do występu u boku popularnego piosenkarza szwedzka aktorka podchodziła początkowo z dużym dystansem, ponieważ jak sama podkreślała, swoją wiedzę na jego temat czerpała dotąd jedynie z prasy, która przedstawiała go jako „trudnego we współpracy” i „nieokrzesanego„.

Powyższą opinię szybko jednak zweryfikowało ich pierwsze spotkanie na planie. Zdaniem Ursuli, Elvis okazał się być bowiem młodym uprzejmym, nieśmiałym, skromnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru i bardzo życzliwym dla wszystkich współpracowników oraz osób zaangażowanych w produkcję.

W różnych wywiadach podkreślała też, że podczas zdjęć, Elvis zawsze zachowywał pełen profesjonalizm i skromność – znacznie większą niż sugerował to jego publiczny wizerunek.

Uwadze aktorki nie umknął jednak fakt, że olbrzymia popularność oraz ciągła obecność kręcących się wokół niego przyjaciół i współpracowników – tzw. członków Mafii z Memphis – sprawiły, że „żył on w dość niezwykłym świecie„.

Andress i Presley lubili spędzać ze sobą czas. Do tego stopnia, że plotkarskie magazyny zaczęły rozpisywać się o ich rzekomym romansie. Oboje jednak zaprzeczali tym rewelacjom.

  • Parménides García Saldaña, autor książki „Rey Criollo” oraz Eric Zolov, autor książki „Refried Elvis: The Rise of the Mexican Counterculture” , udowodnili w swoich publikacjach, że za sfabrykowanym artykułem w dzienniku Excelsior stał wpływowy meksykański polityk Ernesto Peralta Urchurtu. Zdaniem obu autorów, tekst miał być rodzajem zemsty za odrzuconą propozycję występu Elvisa na piętnastych urodzinach jego córki (którym polityk zdążył się już publicznie pochwalić zanim doszło do jakiegokolwiek kontaktu ze strony piosenkarza lub jego menedżera)

CDN

CZĘŚĆ 1 CZĘŚĆ 2

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Warning: array_push() expects parameter 1 to be array, null given in /home/elvispro/domains/elvispromisedland.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-auto-translate-free/classes/class-wp-translatorea-connector.php on line 29