Zmarł Jerome 'Stump’ Monroe – perkusista The Sweet Inspirations

Występował na scenie z Elvisem Presleyem

Jerome 'Stump’ Monroe, perkusista grupy The Sweet Inspirations (na zdjęciu z Elvisem), nie żyje. O śmierci muzyka poinformowała w mediach społecznościowych jego rodzina.

’Stump’ współpracował z grupą od 1969 roku. Niedługo potem cały zespół został zatrudniony przez Elvisa Presleya, który po latach spędzonych w Hollywood wracał do występów 'na żywo’.
Zespół każdego wieczora występował na krótko przed wejściem Presleya na scenę. Wokalistki grupy z kolei, towarzyszyły mu także na scenie.
Jerome 'Stump’ Monroe był więc obecny na niemal wszystkich koncertach Presleya jakie ten dał pomiędzy 1969 a 1977 rokiem (opuścił kilka z powodu choroby). Kilkukrotnie został też poproszony o zastąpienie na scenie regularnego perkusisty Elvisa, Ronniego Tutt. Tak jak miało to miejsce w Filadelfii w 1971 roku, w Las Vegas w 1975 roku oraz w Madison dwa lata później gdzie Elvis po raz ostatni wykonał publicznie piosenkę „One Night”.

Po śmierci Elvisa Presleya 'Stump’ współpracował z wieloma innymi artystami, w tym między innymi Ricky Nelsonem. Trzykrotnie odwiedził również Europę w ramach trasy „An Evening With Elvis’ Friends and Original Musicians” organizowanej przez Arjana Deelena.

I to właśnie dzięki uprzejmości i zaangażowaniu Arjana Deelena oraz Richarda Croftsa, w 2011 roku miałem przyjemność zadać muzykowi The Sweet Inspirations kilka pytań na temat jego współpracy z Elvisem. Poniżej przedstawiam Wam obszerne fragmenty tamtej rozmowy

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Opowiedz trochę o sobie: skąd pochodzisz i czym się obecnie zajmujesz?
Jerome 'Stump’ Monroe: Pochodzę z Waszyngtonu (DC), ale mieszkam w Las Vegas nieprzerwanie od 1969 roku, odkąd przyjechałem tu z The Sweet Inspirations. Nigdy już stąd nie wyjechałem. Mam w Vegas własny zespół – A Touch Of Silk – w którym gram na perkusji. Gramy standardy: R&B, blues, funk, soul, rock, muzykę z lat 50., 60. i 70. Występujemy w hotelach, w Kalifornii, północnej Nevadzie – wszędzie tam, gdzie uda się zdobyć koncert.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Jak trafiłeś do zespołu The Sweet Inspirations?
Jerome 'Stump’ Monroe: Grałem wtedy w Las Vegas z Marthą Reeves, a Sweet Inspirations potrzebowali perkusisty. Ich gitarzysta, Greg Gaston, znał mnie z innych występów i zaproponował mnie zespołowi. Zagrałem z nimi jednego wieczoru – i tak już zostało. Nigdy formalnie mnie nie zatrudniono ani nie zwolniono.
Menedżerką zespołu była Myrna Smith – i szczerze mówiąc, uratowała mi życie. Prowadziła całą dokumentację, rozliczenia, podatki, dbała o to, żebyśmy byli opłaceni. Kiedy Elvis zatrudnił Sweet Inspirations, zatrudniono tylko wokalistki, nie zespół instrumentalny – nas opłacano z ich wynagrodzenia. To Myrna dopilnowała, żeby każdy dostał swoje pieniądze. Gdyby nie ona, nie miałbym dziś żadnych świadczeń ani zabezpieczenia. Była sercem całego przedsięwzięcia. Bez niej nie miałbym dziś nic. Bardzo za nią tęsknię.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Co sprawiło, że zdecydowałeś się zacząć grać na perkusji?
Jerome 'Stump’ Monroe: Jako mały dzieciak zacząłem grać na śmietnikach w garażu w Waszyngtonie (DC). Byłem samoukiem. Johnny Jones, mój przyjaciel, dał mi kiedyś pałki perkusyjne. Później dostałem mały zestaw perkusyjny – nawet nie pamiętam skąd – miał tylko jeden talerz. Grałem do płyt Jackie’ego Browna (kto to w ogóle jest? – nie chodzi o film; próbowałem znaleźć coś w Google i nic nie wyszło), puszczając je na prędkości 78 obrotów, żeby były szybsze i zmuszały mnie do grania w wyższym tempie. Grałem do płyt. Grałem do pralki w garażu, żeby wyczuć rytm. Wiem, że to brzmi szalenie albo jak zmyślona historia, ale kiedy mama robiła pranie, ja grałem w rytm obracającego się bębna. Ojciec parkował samochód w garażu, włączałem wycieraczki i grałem do ich ruchu w przód i w tył, żeby nauczyć się idealnego trzymania tempa i pulsu. Byłem całkowitym samoukiem. Nigdy nie brałem lekcji. Nie miałem pojęcia, co właściwie robię. To był chyba dar od Boga. Później, gdy grałem z Elvisem, przez koncerty przeprowadzały mnie tylko dwie rzeczy: Elvis i Bóg – nic więcej. Patrzyłem na Elvisa, a Bóg mi pomagał. Nie miałem nic innego.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Kto był Twoją inspiracją na początku Twojej muzycznej drogi?
Jerome 'Stump’ Monroe: Bernard „Pretty” Purdie – perkusista Arethy Franklin. To on zainspirował mnie do grania. Uwielbiałem słuchać, jak grał na jej płytach.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: A kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z muzyką Elvisa Presleya? Jakiej muzyki wtedy słuchałeś?
Jerome 'Stump’ Monroe: Po raz pierwszy zobaczyłem Elvisa w telewizji. Zastanawiałem się, dlaczego pokazują go tylko od pasa w górę – teraz już rozumiem (śmiech). Pomyślałem też, że dobrze wyglądał: fajny, bardzo stylowy facet

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Jakie było Twoje wyobrażenie na temat Elvisa i na ile potwierdziło sie ono kiedy już go poznałeś?
Jerome 'Stump’ Monroe: Nie miałem żadnego wyobrażenia – ani takiego, ani innego. Nie da się wyrobić zdania o kimś, kogo się nigdy nie spotkało. Wiedziałem tylko, że Elvis to Elvis – i tyle. Był dla mnie po prostu artystą estradowym. Dopiero kiedy go poznałem, okazało się, że to naprawdę „dobry człowiek”. Z czasem coraz bardziej na ciebie działał. Był kimś wyjątkowym i to się czuło. Jeśli tylko na ciebie spojrzał, nawet przelotnie, miałeś wrażenie, że patrzy na ciebie ktoś „inny”, ktoś szczególny. Był na zupełnie innym poziomie niż wszyscy wokół. Trudno to wyjaśnić czy opisać. Nie ma na to słów. Kiedy z tobą rozmawiał, miałeś wrażenie, jakby mówił do ciebie ktoś z innej planety – i wiedziałeś, że jesteś w wyjątkowym miejscu i wyjątkowej chwili. Nawet zwykła, luźna rozmowa była inna niż z kimkolwiek innym. Naprawdę nie da się tego opisać słowami.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Opowiedz proszę w takim razie, jak wyglądało Wasze – Twoje i Elvisa – pierwsze spotkanie
Jerome 'Stump’ Monroe: Wszedłem do sali widowiskowej w hotelu International i zobaczyłem, że ma próbę. Był w świetnym humorze – dużo żartował, „rozrywał” utwory, naprawdę dobrze się bawił. Był bardzo przystojnym mężczyzn. Wiem, że nigdy nie widziałeś go na żywo, ale naprawdę świetnie wyglądał.

A wiesz, że kilka lat później, w tej samej sali, pomalował na czarno białe anioły, które się tam znajdowały? Wiedziałeś o tym? To pokazuje, w jakim był wtedy stanie umysłu. Odebrałem to jako pewnego rodzaju protest, choć jednocześnie był bardzo „normalnym”, przyziemnym facetem. Co go w ogóle skłoniło do pomysłu, żeby pomalować te rzeźby – tego nigdy nie zrozumiem. Człowieku, było chyba około 3:30 nad ranem, kiedy to zrobił – kompletnie szalone (śmiech). Taki już był – dziki. Zawsze było mnóstwo frajdy, gdy było się w jego towarzystwie.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: A czy podczas koncertów z Elvisem obowiązywała jakaś z góry ustalona lista piosenek?
Jerome 'Stump’ Monroe: Nie.Wszystko polegało na tym, że Elvis po prostu wykrzykiwał do nas tytuły poszczególnych utworów. Na szczęście znałem każdy z nich na tyle by go zagrać.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Tak jak wtedy w Madison (Madison WI, 24 czerwca 1977 roku)? Miałeś pojęcie, że poprosi o zagranie „One Night”?
Jerome 'Stump’ Monroe: Ależ skąd. Któryś z fanów wykrzyczał ten tytuł a Elvis chciał go zagrać, więc graliśmy. Cokolwiek Elvis wywołał, to właśnie robiliśmy. To było jego show, robiliśmy to, czego chciał. Fan wykrzyczał piosenkę, a my musieliśmy być gotowi. Powiedział „zróbmy to”, więc robiliśmy. Nigdy nie miałem pojęcia, jakie utwory będziemy grać, ilekroć akompaniowałem mu na scenie. To był jeden z powodów, dla których tak bardzo się bałem. Nie wiedziałem, co wykrzyczy ani czy będę umiał to zagrać. Nigdy nie było próby, listy utworów — niczego. Improwizowałem cały koncert. To było przerażające. Nie potrafię opisać, jak bardzo byłem zdenerwowany za każdym razem, gdy z nim grałem.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Czy miałeś okazję spędzić z Elvisem trochę czasu sam na sam?
Jerome 'Stump’ Monroe: Nie, ochroniarze zawsze byli w pobliżu. Co prawda dogadywałem się z nimi wszystkimi — byli w porządku — ale zawsze ktoś kręcił się obok niego. Mimo to podchodził do nas i rozmawiał z każdym z nas. Nasza garderoba była naprzeciwko jego więc widywaliśmy go i rozmawialiśmy z nim codziennie. Zawsze był bardzo przystępny.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: A czy podczas pobytu w Las Vegas zdarzało Ci się brać udział w imprezach organizowanych w jego (Elvisa) apartamencie?
Jerome 'Stump’ Monroe: Tak, prawie na wszystkich! Zawsze ganiałem za jakąś dziewczyną czy czymś takim, stary — no weź! (śmiech). Na tym samym piętrze, na którym mieszkał Elvis, znajdował się klub o nazwie Crown Room. Chodziłem tam co wieczór, jamowałem z zespołem i próbowałem podrywać dziewczyny (śmiech), a potem szedłem na imprezy, które Elvis urządzał w swoim apartamencie. Zawsze siedział przy fortepianie i śpiewał — całymi godzinami. To zawsze były świetne imprezy. Bawiłem się tam znakomicie. Bywałem na wielu z nich — na każdej, o której wiedziałem, że się odbywa. Teraz lubię się wyspać, ale wtedy byłem znany jako ten, który zawsze balował do rana! (śmiech)

Szkoda, że nie grał na fortepianie na scenie i nie wykonywał więcej utworów — grał tam mnóstwo piosenek, których nigdy nie śpiewał publicznie, a był naprawdę niesamowity, naprawdę wielki. Jego głos był czymś absolutnie wyjątkowym. Usłyszeć go na żywo, z tak bliska — nie potrafię ci opisać, jak niesamowicie to brzmiało. Nie ma słów, którymi dałoby się to wyjaśnić.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Dostałeś od Elvisa jakiś prezent?
Jerome 'Stump’ Monroe: Tak. Dostałem od niego kilka sztuk biżuterii. Miałem też dwie złote karty z tras koncertowych, ale mój dom w Las Vegas spłonął i jedną straciłem. Miałem również naszyjnik z logo TCB, który dał mi po tym, jak po raz pierwszy zagrałem u jego boku. Wiesz, on potrafił spojrzeć prosto na ciebie i przejrzeć cię na wylot. Wiedział, kiedy ludzie zakładali przed nim maskę, a kiedy byli szczerzy. Dał każdemu z nas z zespołu The Sweet Inspirations naszyjniki z logo TCB, ale bardzo nie lubił gitarzystki. To była kobieta, która nigdy z nikim nie rozmawiała. Dosłownie ani słowa. Grała znakomicie, ale nie odzywała się do nikogo. Nie lubił jej ani trochę. Nam wszystkim coś podarował, ale jej nie. Po jakimś czasie odeszła, ale on nigdy jej nie polubił. Nie wiem, o co chodziło, ale musiał coś wyczuwać. Potrafił spojrzeć na ciebie i od razu wiedział, czy jesteś wobec niego szczery, czy nie — przed nim nie dało się niczego ukryć, wiedział swoje.

Mariusz Ogiegło/Richard Crofts: Czy chciałbyś coś dodać na zakończenie naszej rozmowy? Masz jakieś końcowe przemyślenia na temat Elvisa?
Jerome 'Stump’ Monroe: Był moją rodziną. Znałem go przez osiem lat, ale to były długie lata. Spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Kiedy widzę go w magazynie albo w telewizji, czasem do dziś płaczę. Wiem, że to może brzmieć słabo, śmiesznie albo trudno to zrozumieć, ale tak jest. Naprawdę za nim tęsknię — był kimś wyjątkowym i wspaniałym człowiekiem, stary, naprawdę wyjątkowym. Dobrze się mną opiekował i wiele się od niego nauczyłem.

Za Myrną też. Tęsknię za nią bardziej, niż potrafię to opisać. To łamie mi serce. Tyle osób z tamtego zespołu już odeszło. Najbardziej jednak brakuje mi Elvisa i Myrny. Myrna była dla mnie niesamowicie dobra, a Elvis był tak wspaniałym człowiekiem. Potrafił dostrzec w każdym to, co najlepsze, i traktował wszystkich z ogromną życzliwością. Chciałbym, żeby ludzie o tym wiedzieli, ale tak trudno to opisać i ubrać w słowa.

Nigdy w życiu nie będzie już drugiego takiego Elvisa — żadnego. Do dziś wciąż do mnie nie dociera, że grałem dla Elvisa; on był po prostu o tyle większy od nas wszystkich, że nawet po tylu latach nie potrafię tego pojąć. On sam nie wiedział, kim naprawdę jest ani co się stanie po jego śmierci. Mówił, że uważa, iż z czasem ludzie o nim zapomną. Nie miał pojęcia, jak wielki naprawdę był — naprawdę tego nie wiedział.

Spoczywaj w pokoju Jerome 'Stump’ Monroe. Dziękuję za muzykę i wspominania, których nam dostarczyłeś. R.I.P

(Info: Day By Day/Arjan Deelen/Richard Crofts/Mariusz Ogiegło)


Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Warning: array_push() expects parameter 1 to be array, null given in /home/elvispro/domains/elvispromisedland.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-auto-translate-free/classes/class-wp-translatorea-connector.php on line 29