G.I.Blues – zobaczcie nowego Elvisa!

G.I. Blues
– Zobaczcie nowego Elvisa!-
(Część 6)

Mariusz Ogiegło

Początek sesji wyznaczono na 27 kwietnia 1960 roku na godzinę dziewiątą rano, jednak Elvis, ubrany w gustowną czarną marynarkę, czerwoną koszulę w pasy, czarne spodnie, niebieskie zamszowe buty z klamrą i stylowym kapeluszem na głowie, dotarł do studia nieco spóźniony.

W oczekiwaniu na jego przybycie, muzycy rozpoczęli więc próby a następnie prace nad instrumentalną wersją przeboju Joela Grey’a z 1957 roku, „Shoppin’ Around” (rok po Grey’u ten sam utwór zarejestrował również Rusty Draper). Piosenki, napisanej przez Sida Teppera, Roya C. Bennetta oraz Arona Schroedera, której umieszczenie w filmie od samego początku forsował Freddy Bienstock z wydawnictwa Hill&Range.

Niestety, specyfika nowego studia sprawiła, że zarówno członkowie zespołu jak i sam Elvis, który ostatecznie dołączył do grupy pod koniec ostatniego, czwartego podejścia, nie czuli się komfortowo i potrzebowali sporo czasu by się w nim odnaleźć. „Studio RCA było zaaranżowane w zupełnie inny sposób od tych, w których (Elvis, przyp. autor) dotychczas pracował, co natychmiast wzbudziło jego niepokój„, wyjaśniał na kartach swojej bestsellerowej książki „Platinum. A Life In Music”, Ernst Jorgensen. „Rejestrowanie ścieżek dźwiękowych na trzyścieżkowy magnetofon pozwalało co prawda na późniejsze dokładniejsze dopasowanie muzyki w filmie, jednak jedynym sposobem na pełne wykorzystanie tego systemu było zapewnienie minimalnego przecieku z jednego do drugiego kanału – stąd to dziwne, nowe ustawienie mikrofonów. Elvis nie miał więc innego wyjścia i wszystko co mógł zrobić to dostosować się do wymogów studia„.

Pomimo początkowych trudności, Presley starał się jednak nie tracić dobrego humoru i do nagrania następnej wersji „Shoppin’ Around” – tym razem uzupełnionej już o jego wokal, podszedł z dość dużym entuzjazmem.

Niestety, ani początkowe zaangażowanie Elvisa, który w tej jednej piosence zagrał nawet na gitarze, ani obecność w studiu sprawdzonych muzyków nie pomogły i próba zarejestrowania pierwszego utworu do nowej ścieżki dźwiękowej zakończyła się fiaskiem.

Po zagraniu jedenastu podejść*, z których ostatnie zostało opisane jako wersja master (choć nigdy nie została wykorzystana), zaprzestano jego dalszego nagrywania i rozpoczęto prace nad kompozycją „Didja Ever” Sida Wayne’a i Shermana Edwardsa.

W odróżnieniu od „Shoppin’ Around”, tą ukończono jednak już po dwóch krótkich próbach.

O piosenkach ze swojego piątego filmu Elvis od samego początku wypowiadał się bardzo krytycznie. Pytany o nie stwierdził wręcz, że „nie są one warte nawet funta kłaków„. Choć z tą opinią nie zgadzali się tym razem ani jego wielbiciele, ani ówcześni krytycy ani nawet autorzy późniejszych publikacji na temat jego twórczości.

Tym bardziej, że wśród propozycji do ścieżki dźwiękowej znalazło się kilka naprawdę solidnych utworów. Takich jak choćby zarejestrowana tuż po „Didja Ever”, ballada „Doin’ The Best I Can”. Wspólna kompozycja amerykańskiego tekściarza i piosenkarza bluesowego, Doca Pomusa (a właściwie Jerome Solona Feldera, bo tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko) i Morta Shumana. Tych samych, którzy zaledwie kilka tygodni wcześniej dostarczyli Presleyowi przebojowe „A Mess Of Blues”.

Warto z resztą podkreślić w tym miejscu, że zdaniem Ernsta Jorgensena, „Doin’ The Best I Can”, którą w swojej książce określił mianem „powolnego doo-wopu idealnie pasującego do nowej, jedwabistej barwy głosu Elvisa„, mogła z powodzeniem stanowić doskonały materiał na jego regularną, niefilmową sesję nagraniową.

Wydaje się, że również i sam Elvis także polubił tą kompozycję i mocno zaangażował się w jej nagranie. Powtarzając ją aż trzynaście razy sprawiał wrażenie bardziej skupionego i rozluźnionego niż podczas pracy nad którymkolwiek z dotychczasowych utworów. Pomiędzy kolejnymi podejściami żartował nawet z członkami zespołu i co pewien czas zaskakiwał ich niemieckimi zwrotami, w stylu „was?” czy „Achtung!„, zapamiętanymi jeszcze z pobytu w Niemczech.

Z balladą „Doin’ The Best I Can” wiąże się jeszcze jedna interesująca historia. Otóż, niemal dokładnie rok po opisywanej tutaj sesji nagraniowej, w marcu 1961 roku, piosenka ta została umieszczona na tzw. setliście koncertu charytatywnego Elvisa w Pearl Harbor. Na odręcznie spisanej przez Presleya liście utworów (Presley sporządził ją na papierze firmowym hotelu Hilton Hawaiian Village) znalazła się ona na jedenastej pozycji – pomiędzy takimi przebojami jak „Don’t Be Cruel” i „One Night”. W ostatniej chwili została z niej jednak wykreślona…

Po zagraniu ostatniego, trzynastego podejścia kompozycji Pomusa i Shumana, które z czasem określono mianem „perfekcyjnie dopracowanej wersji master„, Elvis i towarzyszący mu zespół rzucili się w wir pracy nad przyszłym nagraniem tytułowym.

Pamiętam, że gdy dostaliśmy scenariusz do filmu to jego roboczy tytuł nie miał nic wspólnego z wojskiem„, wyjaśniał w książce „Cafe Europa” (będącej częścią czteropłytowego zestawu zrealizowanego przez MRS) współautor piosenki, Sid Tepper. „Cóż, a my z Royem Bennettem wymyśliśmy utwór 'G.I.Blues’ i byliśmy naprawdę wstrząśnięci gdy po przesłuchaniu dema, Elvis, Pułkownik Parker i Hal Wallis zdecydowali się zrobić z niego nagranie tytułowe„.

Z kolei drugi z autorów, Roy C.Bennett dodał: „Za każdym razem kiedy gotowy film lądował już w puszce, nasz wydawca, Freddie Bienstock, wzywał do siebie kompozytorów i mówił im jak wypadli. Piosenka tytułowa była dla autorów najważniejszym osiągnięciem. Byliśmy dumni z naszej pracy widząc, że nasze utwory zostały wybrane spośród innych propozycji nadesłanych przez innych, świetnych kompozytorów„.

Rejestrowanie utworu „G.I.Blues” przebiegało dosyć sprawnie. Elvis, który jak zanotował w jednym ze swoich opracowań Collin Escott, „miał nadzieję, że słyszał w nim wojskowy slang, który Tepper i Bennett tak umiejętnie wpletli w piosenkę” podszedł do utworu z dużym entuzjazmem a jego zaangażowanie bardzo szybko przełożyło się na równie zadowalające wyniki.

Opisując już pierwsze z siedmiu, nieznacznie różniących się aranżacją, podejść, Piers Beagley i David Tinson zauważyli, że „wykonał je bez większego wysiłku” a jego głos brzmiał w nim „po prostu fantastycznie, był ciepły, bogaty i miał ciekawą barwę„. Z kolei na chwilę przed rozpoczęciem czwartej próby, Presley w żartobliwy sposób zaintonował krótki fragment starej ballady „When Irish Eyes Are Smiling”. Często błędnie opisywanej przez różne źródła jako tradycyjny irlandzki utwór folkowy. W rzeczywistości bowiem piosenka ta została napisana pod koniec dziewiętnastego wieku przez urodzonego w Buffalo, Chancellora Olcotta i pochodzącego z Niemiec Georga Graffa Jr. (autora muzyki) i zarejestrowana (przez samego Olcotta) do musicalu „The Isle O’Dreams” z 1912 roku. Trudno dzisiaj stwierdzić jednoznacznie czy Elvis znał to nagranie lub z czyjego wykonania zapamiętał ten przebój. Najbardziej prawdopodobnym wydaje się jednak nagranie Binga Crosby’ego z 1939 roku.

Po zagraniu siódmego podejścia, „szczęśliwej siódemki„, jak określili ją obecni w studiu muzycy, Elvis zaproponował by nie powtarzać już utworu po raz kolejny a jego problematyczną część – konkretnie zakończenie, dograć już osobno. „Panie Wallis„, zwrócił się do obecnego w budynku producenta. „Zakończenie musimy wykonać w ten sposób„, wyjaśnił, po czym zespół zagrał jeszcze trzy próby – tym razem powtarzając jedynie ostatnią zwrotkę. Ostatecznie, „najważniejszą piosenkę tytułową„, złożono z fragmentów dwóch różnych podejść – siódmego i dziesiątego (przy czym ta ostatnia to tzw. work part ending co można by przetłumaczyć jako „robocza część zakończenia”).

Paradoksalnie, „G.I. Blues” okazał się ostatnim utworem, jaki Elvis w pełni ukończył pierwszego dnia prac nad nową ścieżką dźwiękową. Po jego nagraniu muzycy próbowali jeszcze co prawda stawić czoła kompozycji „Tonight Is So Right For Love” Abnera Silvera i Sida Wayne’a ale jak trafnie zauważył Ernst Jorgensen, piosenka, której linia melodyczna w swobodny sposób nawiązywała do klasycznej melodii „Barcarolle” Jacques’s Offenbacha (z opery „The Tales Of Hoffman” z 1881 roku) „nie była dokładnie tym na czym dorastali Elvis i pozostali członkowie zespołu„. Z tego też powodu pracę nad nią porzucono po siedmiu podejściach.

W podobny sposób postąpiono z resztą z kolejnymi utworami – popową „What She Really Like” (której nagrywania zaniechano po pięciu podejściach) i tzw. szybką wersją „Frankfort Special” Sida Wayne’a i Shermana Edwardsa , której rejestrowanie przerwano po trzynastu próbach.

Praca była ciężka a postęp powolny„, relacjonował ostatnie minuty sesji Ernst Jorgensen na kartach swojej książki. Jak wynika bowiem z zachowanych dokumentów, po kolejnej nieudanej próbie z „Frankfort Special”, Presley wrócił jeszcze do „Tonight Is So Right For Love”, ale efekt uzyskany po czterech kolejnych próbach wciąż był niezadowalający i budził „silne zastrzeżenia zarówno samego Elvisa jak i Paramount„.

Ostatecznie, około godziny dwudziestej, po blisko jedenastu godzinach nagrań, pierwszy dzień prac nad soundtrackiem do nowego filmu Elvisa dobiegł końca.

  • Keith Flynn na swojej stronie internetowej wspomina o trzech dodatkowych podejściach do „Shoppin’ Around” (jej szybszej wersji, opisanej też jako „wersja finałowa”). Próby te zostały jednak najprawdopodobniej wykasowane z taśmy. Na acetacie zachowało się jedynie podejście 14 (opisane jako master). Zostało ono wydane przez FTD na płycie „Cafe Europa – G.I.Blues Vol.2” oraz MRS na zestawie „The Complete Movie Masters 1960 – 1962”

CZĘŚĆ 1 CZĘŚĆ 2 CZĘŚĆ 3 CZĘŚĆ 4 CZĘŚĆ 5

CDN.

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *